Zginął Douglas Tompkins, amerykański milioner i twórca marek North Face i Esprit. Dziełem jego życia był Pumalin – największy prywatny rezerwat przyrody. Przez 25 lat Tompkins kupował ziemię, żeby ochronić ją przed biznesem. Liczył, że w jego ślady pójdą inni miliarderzy.

Douglas Tompkins był najbardziej rozpoznawalnym ale i najbardziej zagadkowym amerykańskim działaczem na rzecz ochrony środowiska. I jednym z największych prywatnych właścicieli ziemskich na świecie – ale w zupełnie odwrotnym sensie, niż zazwyczaj rozumie się to określenie.

Tompkins, przez krytyków zwany „Królem Patagonii”, w udzielonym w zeszłym miesiącu wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Die Zeit” na pytanie, ile pieniędzy posiada, odpowiedział: – O tym nie mówię. Ale wszystko, co mam, pójdzie na projekty związane z ochroną środowiska. Moje dzieci nic po mnie nie odziedziczą. Nie sądzę, żeby dziedziczony dobrobyt był dobrą rzeczą.

72-letni Tompkins zginął na jeziorze w Patagonii w Chile. Nagły podmuch wiatru wywrócił jego kajak. Zmarł z powodu wyziębienia.

Producent niepotrzebnych rzeczy

Nigdy nie ukończył szkoły średniej, w młodości sporo podróżował autostopem, uwielbiał wspinaczkę. Zaczął od sprzedawania ubrań wprost z samochodu, w latach 60. założył firmę produkującą odzież – North Face. Ale szybko się znudził i sprzedał ją już w 1970 roku.

W tym samym czasie jego pierwsza żona i przyjaciel postanowili założyć firmę odzieżową Esprit. Chcieli, żeby im pomógł. I zrobił to, ale w swoim stylu: Esprit bardzo wcześnie wystartował z kampaniami na rzecz świadomej konsumpcji. Na metkach ubrań było napisane: „Nie kupuj tego produktu, jeśli go nie potrzebujesz”.

W listopadzie na łamach „Die Zeit” wspominał: – Pod koniec lat 80. zorientowałem się, że produkujemy rzeczy, których nikt nie potrzebuje. I że tym samym przyczyniamy się do światowego kryzysu.

W 1990 roku Tompkins sprzedał swoje udziały w Esprit za 250 mln dolarów i poświęcił się projektom na rzecz ochrony środowiska.

10 tys. km kwadratowych Douglasa Tompkinsa

Po wycofaniu się z biznesu Tompkins zaczął kupować jak szalony. W 1991 roku nabył ranczo Renihué w Chile – obszar lasów deszczowych. Potem, razem z amerykańską fundacją The Conservation Land Trust, kupował kolejne tereny dookoła rancza. W 1994 roku Tompkins zapłacił za 3 tys. kilometrów kwadratowych chilijskiej ziemi – od wybrzeża Oceanu Spokojnego aż po szczyty Andów – do granicy z Argentyną.

Po co? Żeby chronić je przed ludzką eksploatacją. Jego celem było stworzenie obszaru chronionego, który uzyskałby oficjalny status rezerwatu. Na kupionych terenach założył park narodowy Pumalina. Przez 25 lat Tompkins nabył łącznie w Południowej Ameryce ok. 10 tys. kilometrów kwadratowych ziemi. To obszar odpowiadający ponad połowie województwa łódzkiego.

Zawsze gdy chodziło o środowisko, Tompkins wciąż mieszał się w lokalne sprawy Chile i Argentyny. Starał się szerzyć świadomość ekologiczną, przede wszystkim wskazywał na wpływ, jaki na ekosystemy mają projekty człowieka, np. budowy zapór na rzekach.

Ekolog zawsze ma wrogów

Z tego powodu Tompkins miał wielu zagorzałych wrogów. Miejscowi w Argentynie bali się, że proekologiczna działalność miliardera może zahamować rozwój regionu. Związki przedsiębiorców w Chile protestowały, bo w eksploatacji lasów deszczowych upatrywały przyszłości gospodarczej kraju. Oskarżały Tompkinsa o autokrację.

Co na to sam Tompkins? – W Argentynie kupiliśmy ziemię od ludzi, którzy chcieli się jej pozbyć, od pewnej bardzo bogatej patagońskiej rodziny. Mieliśmy ją zaledwie dwa lata. Teraz znów należy do Argentyńczyków, bo jest parkiem narodowym (…). My oddajemy ziemię – odpowiadał na krytykę.

Powstał nawet ruch „Patagonia bez Tompkinsa”. Tompkins uważał to za naturalne: – Kiedy powstają parki narodowe, nieważne gdzie, nieważne z czyich pieniędzy, zawsze na początku jest opór. Znamy to od 25 lat (…). Kiedy chodzi o ziemię, zawsze działa się przeciwko czyimś interesom. Kto naprawdę chce zrobić coś dla środowiska, powinien nastawić się na to, że będzie miał wrogów.

Tompkins z rezerwą podchodził do telefonów komórkowych, satelitów czy internetu. Uznawał je za zagrożenie dla środowiska. Nie miał dobrego zdania o pieniądzach – bo korumpują, i o ludziach bogatych – bo czynią dużo zła na Ziemi. Ludzi z Doliny Krzemowej nazywał fetyszystami technologii.

Co według niego ludzkość powinna zrobić, żeby nie zabrnąć w ślepą uliczkę?

– Zwolnić. Decentralizować. Uczynić z praw natury fundament.