Polski kitesurfer Jan Lisewski, który w piątek zaginął na Morzu Czerwonym, a w niedzielę po południu, po 40 godzinach poszukiwań został odnaleziony, nie doznał obrażeń. – Mąż jest przytomny, osłabiony i nie może jeszcze mówić – poinformowała jego żona.

– Chociaż tu dobra wiadomość. Jan Lisewski odnaleziony. Żywy. Dziękuję służbom ratunkowym i władzom Arabii Saudyjskiej – napisał Radosław Sikorski dziś na Twitterze.

– Około godziny czternastej, tak mi się wydaje, bo w moim życiu czas stanął w miejscu, odebrałam telefon z Arabii Saudyjskiej. Kapitan dowodzący akcją ratowniczą oznajmił, że odnaleziono męża i podał numer łodzi, która pierwsza go zobaczyła – powiedziała Małgorzata Lisewska.

Jak podkreśliła, wygląda na to, że Jan Lisewski nie miał urazów. Był przytomny, bo reagował na wszystko, ale z powodu osłabienia i odwodnienia nie mógł mówić. Z łodzi został przetransportowany do szpitala w miejscowości Duba, gdzie czekał już na niego polski konsul w Rijadzie Igor Kaczmarczyk.

– Wszystkim bez wyjątku osobom, w kraju i zagranicą, które były zaangażowane od piątku w akcję ratowniczą, składam tą drogą, wraz z 13-letnią córką Julią i całą rodziną, serdeczne podziękowania- zaznaczyła.

Pytana, czy będzie odwodzić męża od następnych ekstremalnych przedsięwzięć, Małgorzata Lisewska powiedziała: „Nie można zabijać pasji. Wiem, jakiego Jana poznałam. Jeśli po tym co przeżył zdecyduje się na kolejne próby, będę pilnowała, aby był do nich przygotowany nadzwyczaj profesjonalnie, z telefonem satelitarnym i kilkoma urządzeniami nawigacyjnymi przede wszystkim”.

Przyznała, że córka jest także entuzjastką kitesurfingu i … – To wystarczy. Ktoś musi być ostoją, ktoś musi na barkach dźwigać to wszystko, co jest poza pasją. A że wypadło na mnie – nie narzekam.

Wracając do akcji ratowniczej na Morzu Czerwonym wspomniała, że nie ma żadnych wiadomości, w jakich okolicznościach odnaleziono jej męża. – Wydaje mi się, że na samej, krótkiej desce chyba by nie przeżył. Przypuszczam, że z latawca zrobił sobie ponton. Ale to teraz nie jest tak ważne. Będzie czas, by rozmawiać i o tym – dodała.

W komunikacie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podkreśliło, że akcję poszukiwawczą prowadziło 16 jednostek ratunkowych oraz dwa helikoptery, a teren wzdłuż wybrzeża przeszukiwany był przez patrole zmotoryzowane. Jednostki te nie tylko były kierowane w miejsca wskazane przez organizatorów rejsu, ale i przeczesywały znacznie szerszy akwen. Dodatkowo w niedzielę została włączona egipska jednostka ratownicza.

„Władze polskie pragną wyrazić ogromne podziękowania dla władz Królestwa Arabii Saudyjskiej, którego służby prowadziły akcję ratunkową z pełnym zaangażowaniem, choć cała sytuacja spadła na nie z zaskoczenia” – napisano w komunikacie.

42-letni Jan Lisewski wystartował w piątek rano z egipskiej El Gouny z zamiarem pokonania ponad 200-kilometrowej trasy i dotarcia do portu Duba w Arabii Saudyjskiej. Pierwszy sygnał SOS nadał tego dnia (2 marca) o godzinie 17, drugi o 19.55. Natomiast w sobotę o godz. 8.36 odnotowano kolejny sygnał i potem następne.

W lipcu ubiegłego roku jako pierwszy człowiek na świecie pokonał na desce kitesurfingowej Morze Bałtyckie. Gdańszczanin wyruszył z okolic Świnoujścia i po 13 godzinach dobił do szwedzkiego wybrzeża, niedaleko Ystad.