„Antyki” najlepiej kupować na recepcie od weterynarza. Kiedy aptekarka zapyta, dla kogo, można powiedzieć, że to dla ukochanej kotki.

Piętnastolenia Magda z warszawskiego gimnazjum już wie, co zabierze ze sobą na kolonie: ciuchy, kosmetyki i blister tabletek antykoncepcyjnych Diane–35. – Biorę od dwóch miesięcy – przyznaje z dumą. – Bez przerwy, bo koleżanki mówią, że tak najlepiej ustrzec się przed ciążą. Dlaczego biorę? Proste! Jestem za młoda na dzidziusia, a na koloniach chcę zdjąć sobie simlocka (red. stracić dziewictwo). Mój chłopak nie lubi gumek, więc umówiliśmy się, że to ja się zabezpieczę.

Magda zdradza, że w jej klasie kilka dziewczyn już ma za sobą inauguracyjne „bzykanko”. A po tym pierwszym, wiadomo, chłopakom przychodzi ochota na kolejne. – A jakoś zabezpieczać się trzeba – wzdycha Magda. – Jedna koleżanka podbiera matce Novynette. Podjada po kilka piguł przed imprezą z seksem. Potem ją trochę mdli, ale to pewnie od piwa. Inna uzbierała worek tabletek. Trochę gwizdnęła siostrze, kilka ciotce, parę dorzuciły koleżanki, które odstawiły. Każda pigułka z innego opakowania, ale jakoś działają, bo w ciążę nie zachodzi. Aż dziwne, bo bzyka się na potęgę, a czasem i po parę dni zapomni łyknąć. Ale potem nadrabia i bierze po kilka dziennie.

Magda przyznaje, że jako jedyna w klasie kupiła swoje antyki (red. środki antykoncepcyjne) w aptece. Nie ma starszej siostry, matka jest po rozwodzie, lata do kościoła, pewnie nie bzyka się od stulecia, więc skąd miała wziąć? Recepta (pusty blankiet z pieczątką) kosztowała ją 20 złotych. Kupiła od chłopaka, który pod parkanem gimnazjum sprzedaje coś, co kiedyś nazywało się dopalaczami, a teraz mówi się na to rozśmieszacze. Nazwa pochodzi od rozbawienia po rządowej akcji zamykania sklepów. – Wprawdzie na recepcie była pieczątka weterynarza, ale uspokoił mnie, że powinna przejść – wspomina Magda. – Powiedział, że antyki przepisane przez weta wyglądają nawet lepiej niż te od gina.

Poradził mi, żebym w aptece powiedziała, że kupuję piguły dla kotki. Koleżanka, co ma pismo lekarskie, wypisała mi na dwa opakowania i na spoko kupiłam. Ale następnym razem to już chyba wezmę od niego: mniej zachodu i stresu, cena podobna. Za opakowanie Cilestu albo Harmonetu zapłacę około 50 zeta. Przeterminowane są tańsze. Dziewczyny mówią, że niewiele się różnią od „dianki”.
Magda przyznaje, że nawet przez moment nie pomyślała o tym, żeby zamiast do dilera pójść do lekarza. – Pediatra mnie wyśmieje, a ginekolog odeśle, żebym przyszła z matką – mówi. – Koleżanka poszła sama, to zwyzywał ją od smarkul i wrzasnął, że zamiast się bzykać powinna książki czytać. A potem, żeby było śmieszniej, zadzwonił do jej matki i o wszystkim jej powiedział. Moja stara zabiłaby mnie za to.

Szesnastoletnia Jolka z gimnazjum w centrum Lublina ma więcej szczęścia od Magdy. Matka nie zabiła jej za to, że przez pół roku bez przerwy brała pigułki antykoncepcyjne. – O niczym by się nie dowiedziała, gdybym nadal brała. Ale ja, głupia, postanowiłam dla zdrowia zrobić przerwę. Jakoś źle się po nich czułam: głowa mnie bolała, piersi mi napuchły. Ale najgorsze było to, że przytyłam 10 kilo – wspomina Jola. – Przerwałam i się zaczęło: na lekcji polskiego dostałam krwotoku, zasyfiłam całe krzesło i podłogę. Nauczycielka wezwała pogotowie, mimo że błagałam, żeby tego nie robiła. Lekarz na izbie przyjęć od razu zapytał, czy nie próbowałam spędzić ciąży. Matka pytała o to samo, a ja przecież robiłam wszystko, żeby w tę ciążę nie zajść! Byłam odpowiedzialna!

Jolka przyznaje, że od tamtej wizyty w szpitalu nie bierze. Nie ma warunków. Za coś trzeba je zamawiać (poprzez stronę z ogłoszeniami kupię – sprzedam) a matka odcięła ją od kasy, pilnuje na każdym kroku, przetrząsa torbę, szuka pigułek pod majtkami w szafie. Ale od czego się ma koleżanki? Umówiły się, że kiedy znów prześpi się z chłopakiem (nowym, bo stary zostawił ją po akcji z zakrwawionym krzesłem), kopsną jej kilka pigułek za darmo. – Tuż po stosunku warto połknąć kilka antyków. Skąd to wiem? No chyba nie z lekcji religii – śmieje się. – Z netu! Koleżanka znalazła dilera na forum dla kobiet i kupiła od niego kilka opakowań Rigevidonu. Na jakiejś stronie o antykoncepcji przeczytała, że po bzykanku trzeba połknąć cztery tabletki, a po 12 godzinach kolejne cztery i ciąży nie będzie. No i nie zaszła. Tylko po tym wszystkim do szkoły nie mogła pójść, bo strasznie rzygała i miała zawroty głowy.

– Przerażające – przyznaje prof. Tomasz Niemiec, ginekolog, współautor wydanej niedawno książki o seksualności nastolatków pt „Zbyt młodzi rodzice”. – Młodzież ma łatwy dostęp do antykoncepcji, ale nic nie wie o właściwym jej stosowaniu. Nic dziwnego: w szkołach nie ma edukacji seksualnej, brak poradni dla młodzieży. Nie mogą liczyć na bliskich, bo rodzice wiedzą niewiele więcej od nich. Sami nie zostali dostatecznie wyedukowani. Zostaje Internet i koledzy.
Prof. Tomasz Niemiec przyznaje, że wiele razy słyszał o niekontrolowanej, dzikiej antykoncepcji nastolatków. Pierwszy raz cztery lata temu, kiedy jeździł po Polsce z cyklem wykładów dla pielęgniarek szkolnych o zdrowiu reprodukcyjnym (zdrowie seksualne, prokreacja, antykoncepcja, choroby przenoszone drogą płciową). Opowiadały mu, że w gimnazjach dziewczyny zaczynają tydzień od tabletki antykoncepcyjnej „po stosunku”.

Najbardziej popularna była Escapelle. To środek zalecany dla kobiet, które bardzo rzadko uprawiają seks (raz na dwa, trzy miesiące), tymczasem nastolatki biorą go nawet kilka razy w miesiącu! – Co gorsza, zażywają go też dziewczynki, które nie współżyją – dodaje Tomasz Niemiec. – Chcą pokazać doświadczonym koleżankom, że one też są dorosłe. Nie wiedzą, że fundują sobie bombę hormonalną, która może być początkiem ich dramatu! Nie mają pojęcia, że niekontrolowana antykoncepcja prowadzi do poważnych zaburzeń hormonalnych. W przyszłości mogą mieć problemy z zajściem w ciążę, o ile w ogóle będą do tego zdolne… To samo może spowodować niekontrolowane przyjmowanie tabletek antykoncepcyjnych, które właściwie dobrane i odpowiednio stosowane nie są szkodliwe.

Tomasz Niemiec przyznaje, że nie jest zwolennikiem przepisywania środków antykoncepcyjnych dla każdego nastolatka, ale przymykanie oczu na dziki rynek środków jest błędem. Wczesna inicjacja może być problemem, ale jeszcze większym jest to, co się za nią kryje. – Nastolatki płacą za zaniechania dorosłych – mówi. – Wiek inicjacji seksualnej się obniża, nastolatki będą współżyć, nie mamy na to wpływu, ale możemy ograniczyć skutki zdrowotne takiego współżycia.

Niestety, na razie nie robimy nic. Nastolatki są zostawione same sobie. Nie mają gdzie pójść, żeby poradzić się w sprawie zabezpieczenia przed niechcianą ciążą, lekarze i pielęgniarki nie są szkoleni w kierunku poradnictwa dla młodocianych, edukacja seksualna w szkołach leży. Zamiast wiedzy dostają ignorancję, hipokryzję i lekceważenie ich prawa do zdrowia, w tym seksualnego…