Przemysł w dwóch największych gospodarkach wschodzących Unii Europejskiej dalej odradzał się w grudniu, a w trzeciej, na Węgrzech, wykazywał oznaki stabilizacji, wynika z najnowszych danych.

Przemysł w Polsce i Czechach powrócił w listopadzie na ścieżkę wzrostu, jednak mniej za sprawą odbicia popytu, a bardziej za sprawą bazy porównawczej sprzed roku, kiedy to kryzys gospodarczy spowodował dwucyfrowy spadek produkcji.

W grudniu Indeks Menadżerów Logistyki (PMI) dla Polski ustabilizował się na poziomie 52,4 punktu, powyżej neutralnej bariery 50 punktów oddzielającej wzrost od regresu, podała firma Markit Economics.

Wynik był również lepszy od prognoz analityków ankietowanych przez Reutera, którzy spodziewali się 52,1 punktu. Czeskie PMI utrzymało się w grudniu na plusie drugi miesiąc z rzędu, rosnąc do 50,8 punktu z 50,6 w listopadzie.

Analitycy powiedzieli, że dane wskazują na wzrost nowych zamówień i wolniejszy wzrost bezrobocia w regionie, co pomaga utrzymać się ożywieniu. Jednak wciąż trudne warunki kredytowe i niepewność wśród konsumentów uniemożliwią zapewne szybki powrót do tempa wzrostu sprzed kryzysu.

Dane potwierdziły również wyniki produkcji przemysłowej za listopad, opublikowane w ubiegłym miesiącu. Produkcja w Polsce wzrosła rok do roku o 9,8 procent, a w Czechach o 0,2 procent. W obu krajach były to pierwsze wzrosty od września 2008 roku.

“Trudno tu mówić o przełomie. To raczej stopniowe ożywienie, które widzieliśmy już w poprzednich miesiącach”, powiedziała Agata Urbańska, ekonomistka ds. Europy wschodzącej w ING.

Węgry, które obliczają PMI według innej metodologii, zanotowały w grudniu wzrost indeksu do 48,5 punktu. To poniżej granicznego poziomu 50 punktów, ale więcej niż w listopadzie, gdy było to 47,7 punktu.

Złoty umocnił się o 0,4 procent, a w jego ślady poszła czeska korona i węgierski forint.

NOWE ZAMÓWIENIA W GÓRĘ

W poniedziałek czołowy światowy producent części samochodowych, niemiecki koncern przemysłowy Robert Bosch, podał, że sprzedaż na rynkach rozwiniętych, takich jak Stany Zjednoczone, Europa i Japonia, powróci do poziomu sprzed kryzysu nie wcześniej niż w roku 2015 lub 2016.

To może źle wróżyć Czechom i Węgrom, których gospodarki są w dużej mierze zależne od eksportu samochodów, elektroniki użytkowej i innych dóbr wysoko przetworzonych do Europy Zachodniej.

Pojawiają się jednak oznaki wzrostu aktywności. Czeskie PMI zostało wzmocnione przez piąty z rzędu miesięczny wzrost nowych zamówień, choć tempo tego wzrostu było wolniejsze niż w poprzednich miesiącach, pokazały dane. Zatrudnienie i zakup zapasów były ujemne.

Analitycy mówią, że zaostrzenie polityki fiskalnej w 2010 roku i waluta, która w ubiegłym roku była mocniejsza niż jej lokalni odpowiednicy, może osłabić wzrost przemysłu w tym kraju.

Więcej o przemyśle w OnetBiznes

Dla odmiany polski złoty powoli odradza się po 30-procentowym załamaniu, które przeżył w szczycie kryzysu, a rząd prawdopodobnie nie przeprowadzi żadnej reform finansów publicznych przed jesiennymi wyborami prezydenckimi. Może to pomóc zdynamizować wzrost, nawet jeżeli później będzie to wymagało dotkliwszych cięć.

Wewnętrzny rynek składający się z 38 milionów ludzi chcących szybko podciągnąć swój standard życia do unijnej średniej, pomógł Polsce, jako jedynemu krajowi UE, uniknąć w ubiegłym roku recesji i prawdopodobnie będzie dalej wzmacniał rodzimą gospodarkę w 2010.

Nowe zamówienia dla polskich firm pozostały w grudniu na najwyższym poziomie od lutego 2008 roku, a indeks zatrudnienia wzrósł po raz pierwszy od kwietnia 2008, co zapowiada wyższy niż oczekiwano popyt konsumencki w 2010 roku.

“Czeska gospodarka jest wstrzymywana przez tradycyjnych podejrzanych, czyli wciąż mocną walutę i wolne odradzanie się eksportu. Polska ma w tym momencie cyklu większą przewagę konkurencyjną”, powiedziała Rafaella Tenconi, główna ekonomistka Wood & Co.

Analitycy i politycy korygują teraz w górę swoje prognozy wzrostu. Rynek oczekuje, że polska gospodarka będzie się w 2010 roku rozwijać w tempie 2,4 procent.

źródło: Thomson Reuters