Brytyjska para poszukiwana listem gończym prawdopodobnie zmarła z głodu na pokładzie skradzionego przez siebie luksusowego jachtu

Łódź znaleziono u wybrzeży zachodniej Afryki. Rozkochani w luksusie Brytyjczycy uciekli z kraju ze strachu przed długami.

Kiedy w grudniu 2005 roku Sharon Arthurs-Chegini, architektka wnętrz i Peter Clarke, biznesmen, zniknęli przed rozpoczęciem procesu o kradzież i oszustwo, nazwano ich Bonnie i Clydem południowo-zachodniej Anglii. Dziewięć miesięcy później ich ciała odkryto na kradzionym jachcie dryfującym u wybrzeży Senegalu i początkowo sądzono, że zabili ich piraci.

W zeszłym tygodniu pani Emma Carolyn, naczelny koroner Kornwalii, wydała tak zwany werdykt otwarty, czyli nieprzesądzający o tym, czy śmierć nastąpiła w wyniku przestępstwa. Stwierdziła, że istnieje bardzo mało dowodów wskazujących na to, z jakiej przyczyny kochankowie zmarli, poza wpisem w dzienniku pani Arthurs-Chegini, w którym opowiada ona o braku wody, jedzenia i zniszczeniach na jachcie spowodowanych sztormem.

W czerwonym pamiętniku pani Arthurs-Chegini (lat 46) opisywała, jak zmuszeni pragnieniem pili mieszankę wody morskiej i moczu. Pod datą 19 czerwca 2006 roku czytamy: „Dryfujemy od wielu dni. Peter leży bez sił w łóżku. Nie jestem w stanie do niego dojść. Ponieważ wczoraj nie piłam nawet łyka wody, wszystko wymaga ogromnych nakładów sił. Jestem zmęczona i ściemnia się”.

„Myślę z miłością o córkach i najbliższej rodzinie. Od czterech tygodni nie jedliśmy. Marzę o steku i zapiekance mojej mamy, kiełbaskach i tłuczonych ziemniakach”.

Jade Dunbar, pasierbica pani Arthurs-Chegini, powiedziała kornerowi podczas rozprawy przeprowadzonej w Truro, że macocha „lubiła szampana i kokainę, i takim stylem życia żyła”. – Najbardziej na świecie uwielbiała pić szampana i słuchać głośniej muzyki na pokładzie jachtu – mówiła pani Dunbar. – Kochała niebezpieczeństwa, ekscytowały ją. Sądziła, że jest niezwyciężona. Takie nastawienie sprawiło, że zadawała się z pozbawionymi skrupułów groźnymi ludźmi”

Matka Petera Clarke’a powiedziała, że jej syn, konsultant finansowy, miał na sumieniu drobne przestępstwa i dwukrotnie skazano go na karę wiezienia za defraudację. Wiązał się z wieloma kobietami, ale wszystkie te relacje kończyły się rozstaniem. – Zdarzało się, że znikał na lata – opowiedziała. – Do przesady używał życia. Wydawało się, że nieustannie szuka czegoś, czego nie jest w stanie znaleźć. Był czarujący, przez co mógł zdobyć każdą kobietę.

Po śmierci pary rodzina pani Arhturs-Chegini całą winę przerzuciła na jej kochanka. Ojciec, Terrence Arthurs, nazwał Petere’s Clarke’a „skończonym łajdakiem”. – Twierdził, że zajmuje się tym czy tamtym, ale to wszystko były bzdury. Był zwykłym oszustem – oświadczył pan Arthurs. – Sharon przedstawiła go nam mówiąc, że go kocha, a on ukradł nam dwa obrazy i nigdy więcej go nie zobaczyliśmy.

Pani Arthurs-Chegini pochodziła z Falmouth. Jej podwójne nazwisko było wynikiem „papierowego małżeństwa” z pewnym Irańczykiem, za które zainkasowała 15 tysięcy funtów. Później miała trzy córki z amerykańskim biznesmenem.

Jej przyjaciele twierdzą, że zdiagnozowano u niej narcystyczne zaburzenie osobowości. Pochodzącego z kornwalijskiego Penryn Clarke’a poznała na początku 2004 roku wkrótce po tym, jak wyszedł z więzienia, gdzie odsiadywał karę za jazdę pod wpływem alkoholu. Swoje wykroczenie usprawiedliwiał stresem związanym z „katastrofalnym rokiem” w finansach firmy.

Kilka tygodni później kochankowie ogłosili, że zamierzają się pobrać i pojechali z Kornwalii do Szkocji na długą wycieczkę. Jednak z sierpniu 2004 roku wdali się w awanturę z grupą myśliwych na wyspie Skye. Kiedy jeden z nich wyciągnął broń, Clarke wskoczył do samochodu i uciekł. Wówczas policja aresztowała go za jazdę pod wpływem alkoholu.

Skazano go na pięć miesięcy pozbawienia wolności, chociaż Sharon Arthurs-Chegini argumentowała, że narzeczony jest uzależniony od kokainy i musi iść na odwyk. Po zakończeniu kary para znowu się zeszła i przeprowadziła z powrotem do Kornwalii.

Utrzymywali, że zamierzają wydać milion funtów na trzygwiazdkowy hotel Ebford House koło Exeter w Devon, a opowieściami o ambitnych planach odrestaurowania budynku zjednali sobie wielu ludzi. Wydali 3 tys. funtów na przyjęcie dla potencjalnych inwestorów.

Pewien mężczyzna prawie zdecydował się wyłożyć 100 tysięcy. Clarke opowiadał mu, że wybudują lądowisko dla helikopterów, aby móc przyjmować sławnych gości, takich jak Bono z U2 i Sting. Inny potencjalny inwestor, John Rice przyznaje: – Prawie dałem się nabrać. Odbyliśmy ponad pół tuzina spotkań i dopiero wtedy zorientowałem się, że to naciągacz.

Parę w końcu aresztowano, jednak wcześniej uciekli z hotelu tylnym wyjściem, zostawiając niezapłacony rachunek na tysiąc funtów za jedzenie, pokój i drinki. Podczas śledztwa Peter Clarke zaofiarował się, że pokryje należność, ale czek, który wręczył swoim prawnikom okazał się bez pokrycia.

Parę wypuszczono za kaucją. Wówczas kochankowie uciekli, kradnąc z przystani Mylor Yacht Harbour koło Falmouth 10-metrowy dwumasztowy jacht. W marcu 2006 roku łódź tę zauważył kierownik portu w Fowley i Brytyjczyków aresztowano pod zarzutem kradzieży.

Znowu uciekli w okresie poprzedzającym proces. Przyjaciele słyszeli plotki, jakoby widziano ich w Szkocji, na Jersey i w Europie. Tymczasem w Portugalii kochankowie ukradli z portu Villa Nore kolejny jacht, o nazwie Skipper 7. To na jego pokładzie we wrześniu 2006 roku rybacy odkryli ich ciała 13 mil od Dakaru.

Jacht miał porwany żagiel, a na pokładzie nie było wody ani pożywienia. Petera Clarke’a znaleziono leżącego w koi, a panią Arthurs-Chegini na sofie. Ciała znajdowały się w tak zaawansowanym stadium rozkładu, że przeprowadzona w Wielkiej Brytanii autopsja nie była w stanie ustalić definitywnej przyczyny zgonu. Zapewne jednak oboje zmarli w wyniku odwodnienia i z głodu.

źródło: PAP