Wokół epidemii świńskiej grypy jest obecnie wiele niejasności

Sir Liam Donaldson, główny lekarz kraju, ostrzegł, że choroba ta może zabić w Wielkiej Brytanii nawet 65 000 ludzi; inni mówią o 6000, co byłoby bardziej typowe dla grypy sezonowej.

Ludzie chcą mieć jednak jasność – do tego stopnia, że jeśli jakaś osoba urzędowa powie nam, że zjedzenie trzech Jaffa Cakes uchroni nas przed infekcją, znikną one ze sklepów w mgnieniu oka. Stałoby się tak dlatego że, niezależnie od ich dobroczynnego działania (czy też jego braku), ważny byłby dla nas sam akt kupna tych ciastek, ponieważ dałby nam poczucie kontroli nad sytuacją.

Kontrola ma kluczowe znaczenie dla naszej percepcji ryzyka. Na przykład kobiety postrzegają raka piersi jako największe zagrożenie dla swego zdrowia, choć choroby serca zabijają czterokrotnie częściej. Ale wiemy, jak zmniejszyć ryzyko chorób serca, przez zmianę trybu życia, natomiast w przypadku raka piersi nie ma tak prostych środków zapobiegawczych.

Ale kalkulowanie ryzyka jest bardzo trudne. Kiedy dochodzi do zamachu terrorystycznego, jesteśmy głęboko wstrząśnięci, ponieważ zmienia on nasze wyobrażenia odnośnie tego, co jest bezpieczne – na przykład wobec jazdy metrem. W kategoriach suchych liczb zamachy z 7 lipca bezpośrednio dotknęły kilka tysięcy ludzi, jeśli uwzględni się rodziny tych którzy zginęli lub zostali ranni. Ale pandemia grypy może pociągnąć za sobą o wiele więcej ofiar i wywołać w kraju kryzys, mając ogromny wpływ na gospodarkę (szacowany od trzech do sześciu procent PKB). Które zagrożenie jest większe? W ujęciu liczbowym raczej pandemia niż terroryzm, ale kiedy powiedział to minister spraw wewnętrznych Alan Johnson, został skrytykowany.

Problem polega na tym, że działania rządu, które wydają się sensowne, w rzeczywistości narażają nas na jeszcze większe ryzyko. Dziś nawołuje się do zamykania szkół, aby zapobiegać rozprzestrzenianiu się grypy i chronić nasze dzieci. Ale z tym wiąże się pewien kłopot: około 30 procent pracowników służby zdrowia ma dzieci w wieku szkolnym. Jeśli zamkniemy szkoły, NHS zostanie sparaliżowana, ponieważ jej pracownicy będą musieli zostać w domu, by opiekować się swymi dziećmi.

Nie musimy nawet zgadywać, czy tak się stanie, ponieważ właśnie to zdarzyło się w czasie strajku paliwowego kilka lat temu. Mimo że szpitale miały zapasy oleju opałowego, bardzo szybko odczuły skutki strajku, ponieważ ich pracownicy, mający dzieci, musieli się nimi zajmować, kiedy szkołom zabrakło opału.

Zanim zaczniemy obwiniać rząd za obecną sytuację, pomyślmy o niezwykłych trudnościach, z jakimi mają do czynienia planiści. Jestem członkinią Komisji ds. Szczepień Ochronnych, która doradza ministrom w kwestiach dotyczących chorób zakaźnych. Rok temu ci, którzy musieli planować działania związane z pandemią grypy, mieli do czynienia z wieloma niewiadomymi. Nie wiedzieli, kiedy pandemia się pojawi – mogło to zdarzyć się za sześć miesięcy lub za sześć lat. Nie wiedzieli, jakie będzie nasilenie tej choroby ani czy skuteczne okażą się środki antywirusowe, takie jak Tamiflu – ale musieli zamawiać te leki. Nie wiedzieli, która część populacji będzie najbardziej zagrożona – ludzie młodzi, jak w przypadku epidemii grypy w 1918 roku, czy osoby chore i starsze, jak jest w przypadku zwykłej grypy. Wiedzieli jedynie, że uzyskanie szczepionki zajmie pięć miesięcy – ale jaki jej rodzaj jest potrzebny, wiadomo dopiero na kilka tygodni przed wybuchem pandemii.

Inaczej mówiąc, planowanie w przypadku pandemii jest czymś w rodzaju wrzucania mgły łopatą do wiadra. Są tu niemal wyłącznie niewiadome, ale ludzie potrzebują pewności. W przeszłości rząd miał skłonność do zbytniego pocieszania i uspokajania, nawet jeśli nie było to uzasadnione. Klasycznym przykładem może tu być BSE – kiedy brytyjska wołowina rzeczywiście okazała się niebezpieczna, nastąpiło załamanie zaufania do sugestii rządu. Dlatego dzisiaj sir Liam Donaldson mówi nam, że nie zna wszystkich odpowiedzi. Może to się nam nie podobać, ale mówi słusznie. Istnieje wiele zagrożeń, przed którymi rząd nie może nas uchronić, i nie możemy tego oczekiwać. Musimy sami podjąć pewne decyzje – na przykład, czy nadal korzystać z transportu publicznego.

Ale w związku z ryzykiem rzeczywiście potrzebujemy pomocy. W roku 2004 Nowojorska Akademia Medyczna przeprowadziła badania wskazujące na to, że fakty nie wystarczają ludziom, by podejmować decyzje w krytycznych sytuacjach. Oni chcą znać różne możliwości, ale pragną też rady, jak najlepiej postępować.

Badania te pokazały również, że nawet najlepiej przedstawione plany nie przekładają się bezpośrednio na zachowania jednostek. Jeden ze scenariuszy przewidywał poważną epidemię ospy. Większość ankietowanych powiedziała, że nie zaszczepiłaby się, ponieważ uważa to za większe ryzyko niż zarażenie się tą chorobą. Co zrobimy, jeśli rodzice odmówią podania swym dzieciom szczepionki, która nie została jeszcze w pełni przetestowana, choć mogłaby pomóc w ograniczeniu pandemii?

Podejrzewam, że rozsądni ludzie, jakimi są Brytyjczycy, dojdą na ogół do wniosków podobnych do moich: by częściej myć ręce, ale zachowywać się normalnie. H1N1 będzie dominującą postacią grypy przez kilka najbliższych lat, a na przykład ja nie mogę zatrzymać swego życia na tak długo.

źródło: Daily Telegraph