W czasie trwania związku ze swym mężem, Malcolmem Sara Thornton była przez niego regularnie bita

Szukała pomocy w wielu instytucjach, dzwoniła wielokrotnie na policję i w końcu jej mąż został o oskarżony o napaść. Procesu jednak nie doczekał. Kiedy pewnej nocy w czerwcu 1989 roku leżał pijany na kanapie, Sarah zabiła go nożem. W następnym roku została skazana na dożywocie za morderstwo, a sędzia powiedział, że mogła po prostu „wyjść z domu lub pójść na górę”.

Thornton stała się symbolem dla feministek prowadzących kampanię przeciwko przemocy domowej. W tamtym czasie, jak wyraźnie wskazują słowa sędziego, niewiele było wiadomo o tym, co skłania maltretowaną kobietę do zabójstwa swego prześladowcy. Thornton złożyła apelację od wyroku, wskazując, że zabiła, ponieważ była nieustannie prowokowana. Przegrała.

Dwa dni później Joseph McGrail zabił swoją partnerkę, która leżała pijana, kopiąc ją wielokrotnie w brzuch. Dostał dwa lata w zawieszeniu i wyszedł na wolność. Sędzia wyraził „głębokie współczucie” McGrailowi, dodając, że „ta pani wyprowadziłaby z równowagi nawet świętego”.

W odpowiedzi na tak rażącą rozbieżność w traktowaniu przez sąd w 1991 roku ruszyła feministyczna kampania mająca na celu zreformowanie prawa, Justice for Women.

Mężczyźni popełniają blisko 90 procent zabójstw dokonywanych w domach, a ofiarami są ich partnerki, wcześniej często przez nich bite. W rezultacie domowej przemocy każdego tygodnia giną średnio dwie kobiety. Dla mężczyzn, którzy zabili swe partnerki, linia obrony wskazująca na sprowokowanie jest idealna. Jeśli oskarżony może wykazać, że został sprowokowany i stracił panowanie nad sobą, zarzut zmienia się na nieumyślne zabójstwo.

Mówią wówczas często że „wpadli w szał”. Sędziowie znani są ze zrozumienia dla mężczyzn, którzy twierdzą, że nie mogli ścierpieć zrzędzenia lub zdrad, ale inaczej traktują kobiety, które zabiły, ponieważ zostały przez partnera zgwałcone lub doznawały od niego przemocy. Dzieje się tak dlatego, że gdy regularnie dręczone kobiety zabijają, dominującymi uczuciami są w ich przypadku strach lub rozpacz, a nie nagła „utrata panowania nad sobą”.

Po dwudziestu latach feministycznej kampanii prawo może się jednak zmienić. Izbia Lordów dyskutuje nad nową ustawą, która zawiera propozycję odrzucenia linii obrony wskazującej na działanie sprowokowane i zastąpienie jej obroną powołującą się na dowody, że oskarżona zabiła ze strachu przed przemocą lub „w uzasadnionym poczuciu poważnego zagrożenia”. Historia Thornton miała szczęśliwe zakończenie. Wygrała ona drugą apelację i w 1995 roku została uwolniona od zarzutu morderstwa. Ale zmiany w prawie przychodzą zbyt późno dla około 70 kobiet, przebywających obecnie w więzieniu za zabójstwo partnera stosującego wobec nich przemoc. Oto trzy z nich.

Sharon Akers

Sharon Akers odsiaduje wyrok dożywocia za morderstwo. Przez sześć lat doznawała prześladowań i upokorzeń ze strony swojego partnera, Nicka Doolana, aż w końcu straciła panowanie nad sobą i zabiła go. Poznali się w 1998 roku, wkrótce po jej rozwodzie z ojcem jej dwóch młodszych synów. Doolan był przystojny i cieszył się wzięciem u kobiet, a Akers schlebiało, że zwrócił na nią uwagę. – Sharon miała obsesję na punkcie Nicka – mówi jeden z jej bliskich krewnych. – Ona naprawdę go kochała. W miarę trwania ich związku Doolan roztrwonił zaufanie Akers. Stopniowo uzależniała się od niego emocjonalnie i nie czuła się w stanie oprzeć werbalnym, seksualnym i fizycznym prześladowaniom, które spotykały ją z jego strony. Doolan często stosował przemoc. Był w więzieniu za zranienie sąsiada, trafiał kilkakrotnie do aresztu za napastowanie Ackers, a gdy zginął, przebywał na wolności za kaucją.

Nawet siedząc w więzieniu, potrafił kontrolować Akers. Jeśli nie odebrała jakiegoś telefonu od niego, oskarżał ją niewierność. W ciągu sześciu lat związku z nim Akers usiłowała dziewięć razy popełnić samobójstwo.

Doolan zapraszał do swego domu znajomych, by odbywali z nią seks, a kiedy się nie zgadzała, surowo ją karcił. Kilkakrotnie odchodziła od niego, ale w końcu zawsze wracała. – Straciłam całą moją pewność siebie – mówi Akers. – I wydawało mi się, że nie potrafię bez niego funkcjonować. Czarę goryczy przepełniło to, że Doolan powiedział, że spał z jej matką. Chociaż było to kłamstwo i jej matka zaprzeczyła, Akers wpadła w paranoję.

W dniu, w którym zabiła Doolana, w październiku 2003 roku, bardzo dużo wypiła w pobliskim pubie i czuła, że ogarnia ją coraz większa rozpacz. Doolan wysyłał jej obelżywe sms-y z pogróżkami. – Zadzwoniłam do mojej matki i powiedziałam „Już nie wytrzymam. Nick zrujnował mi życie” – wspomina Akers. Postanowiła rozmówić się z Doolanem i pojechała do jego domu, zabierając ze sobą dla obrony nóż. Kiedy otworzył drzwi, zadała mu cios. – Byłam pewna, że mnie zabije – mówi. Wprawdzie Doolan nie zaatakował jej przy tej okazji, ale była zastraszona jego wcześniejszym zachowaniem i pogróżkami. Akers ma wyrzuty sumienia. – Nie chciałam go zabić. Chciałam tylko, żeby przestał dręczyć mnie i moją rodzinę.

W 2007 roku przegrała apelację od wyroku skazującego ją za morderstwo, i najwcześniej może wyjść na wolność w 2015.

Alicia Crown

Alicia Crown (nie są to jej prawdziwe personalia) przebywa w więzieniu, bo otrzymała wyrok 9 lat, ale w 2006 roku został on zmniejszony do 7,5, ponieważ uwzględniono dowody świadczące o przemocy i prześladowaniach, które popchnęły ją do zabójstwa. Piętno morderczyni jest dla niej szczególnie ciężkie. Niedawno przegrała ona apelację od wyroku skazującego ją na deportację na Jamajkę, z której niegdyś uciekła, ponieważ groziła jej śmierć ze strony jej byłego partnera, jak również przemoc w getcie, w wyniku której zamordowany został jej brat.

Wkrótce po przybyciu do Wielkiej Brytanii w 2000 roku Crown poznała Andrew Semple’a i zamieszkała z nim. Ale Semple szybko stał się zaborczy, brutalny i często straszył, że doniesie na nią do urzędu imigracyjnego, informując, iż nielegalnie przedłużyła swój pobyt w kraju. Czasami niespodziewanie uderzał ją pięścią, a raz groził, że wepchnie ją pod pociąg. W marcu 2000 roku Crown wyprowadziła się od niego, i przez pewien czas wydawało się, że ich relacja się polepszyła, kontynuowana w mniej zobowiązujący sposób, ale Semple nadal był zazdrosny.

W maju tegoż roku Semple poprosił Crown, żeby się spotkali i omówili problemy w ich związku. Po przybyciu Crown stwierdziła, że Semple jest pijany. On dostrzegł krostę na jej wardze i oskarżył ją o syfilis. Wybuchła sprzeczka, podczas której Semple uderzył ją kilkakrotnie w twarz i wymachiwał nożem. Crown chwyciła ten nóż, kiedy Semple go upuścił i zadała cios, po czym wybiegła z mieszkania bosa i ranna, wzywając pomocy.

W trakcie śledztwa stwierdzono ślady walki, a lekarz policyjny, który zbadał Crown dwa dni później, stwierdził u niej obrażenia zgodne z jej relacją z tamtych wydarzeń. Podczas procesu Crown twierdziła, że działała w obronie własnej, ale przysięgli uznali ją winną morderstwa. Po wyroku sędzia powiedział, że dowody wskazują, iż mogła to być „przesadna samoobrona”.

Według prawa, siła użyta w samoobronie musi być odpowiednia do zagrożenia. Ale rzeczywistość jest taka, że w typowym związku nacechowanym przemocą, gdzie jeden partner jest silniejszy fizycznie i często przejawia brutalne zachowania, ofiara może odczuwać wyolbrzymiony strach przed niebezpieczeństwem. W przypadkach, gdy kobiety zabijają, nóż często jest obroną przed pięścią, i zdarza się, że zabójstwo ma zapobiec kolejnemu atakowi.

Podczas apelacji Crown uznano, że doświadczała ona prześladowań i przemocy, kiedy dorastała na Jamajce. Ale argumentacja jej obrony, że w efekcie tego miała ograniczoną poczytalność, gdy zabiła Semple’a, upadła. Określono ją jako „niezwykle odporną”.

Marai Larasi, znająca problematykę przemocy domowej i los jamajskich kobiet, napisała dla sądu ekspertyzę wskazującą na rasistowskie stereotypy dotyczące czarnych kobiet, które doznają przemocy ze strony mężczyzn. „Niechęć do spojrzenia dalej niż »odporność« pani Crown nie jest niczym nowym…Ze swego doświadczenia wiem, że czarne kobiety szczególnie często uważane są za »silne«, potrafiące sobie radzić w trudnych sytuacjach i się bronić”.

Niedawno Crown została przeniesiona z otwartego zakładu karnego do więzienia, ponieważ czeka ją deportacja. Kobieta nadal stara się uchylić wyrok sądu.

Kirsty Scamp

Kirsty Scamp zabiła swego chłopaka, Jasona Bulla, w jego 28. urodziny. Nie chciała wyjść z nim, by świętować tę okazję, ponieważ wiedziała, że jego skłonność do alkoholu i kokainy często prowadzi do przemocy. – Zrobiłam dla niego tort urodzinowy i chciałam aby to był szczególny dzień, a nie jak zwykle pijaństwo – mówi. Bull jednak się upierał i późnym popołudniem wyszli, by spotkać się ze znajomymi w pubie. Tego wieczora on wiele pił i zażywał kokainę. Kiedy wrócili do domu, wybuchła kłótnia, i gdy Scamp usiłowała nie pozwolić mu więcej pić, Bull zaczął ją bić pięściami i wyrwał jej garść włosów. Ona wyszła wówczas z mieszkania, żeby się uspokoił, i usiadła na schodach przed frontowymi drzwiami. Wtedy usłyszała, jak przez telefon „obsmarowuje mnie”, więc wróciła, że by mu nagadać.

Wtedy, wspomina Scamp, Bull zrobił się „naprawdę wstrętny”. – Tak, jak tego wieczora, nigdy się nie zachowywał. To było przerażające – mówi. Chwyciła nóż i wbiła go Bullowi w pierś. – Wybiegłam na ulicę i wezwałam karetkę. On stał oparty o drzwi i wokół było mnóstwo krwi, ale nie miałam pojęcia, że jest śmiertelnie ranny – opowiada.

Przed procesem oskarżenie zaproponowało jej układ. Państwo odstąpi od zarzutu morderstwa, jeśli ona przyzna się do nieumyślnego zabójstwa. Scamp nie zgodziła się. Uważała, że działała w samoobronie. „Nie pamiętam tego momentu, ale musiałam to zrobić – napisała w liście z więzienia Holloway. – Wiem, że bałam się, iż on mnie zabije”.

Jak większość kobiet skazanych za morderstwo, Scamp twierdzi, że kochała człowieka, którego zabiła. Powiedziała, że próbowała pomóc mu zerwać z jego coraz groźniejszymi nawykami; Bull miał problemy psychiczne i regularnie dopuszczał się przemocy pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Podczas ich związku wielokrotnie używał wobec niej siły fizycznej. W trakcie przedostatniej napaści Scamp doznała przebicia bębenka słuchowego, a w chwili śmierci przebywał on na wolności za kaucją, ponieważ został skazany za to wykroczenie. Bull stosował przemoc również wobec swych poprzednich przyjaciółek, o czym niektóre z nich zeznały na procesie.

Scamp już w dzieciństwie bywała świadkiem domowej przemocy, i razem z matką musiała mieszkać w schronisku. Będąc z Bullem, pracowała w domu opieki z osobami dorosłymi cierpiącymi na zaburzenia zachowania. Po czterech dniach obrad przysięgli większością głosów uznali ją winną morderstwa. Sędzia oznajmił, że musi ona przebywać w więzieniu co najmniej 12 lat.

Sędzia powiedział przysięgłym, że Scamp powinna była tolerować wybuchy Bulla, ponieważ miała w tym względzie doświadczenia z pracy. – Jak on śmiał? – mówi Scamp. – Moja praca nie ma nic wspólnego z tym, co mogę, czy czego nie mogę wytrzymać w życiu osobistym. Moi podopieczni nie byli tak zaborczy ani nie stosowali wobec mnie przemocy, jak on. Scamp przebywa obecnie w więzieniu Holloway, mając nadzieję, że nowy zespół jej prawników znajdzie powody dla apelacji od wyroku, jaki otrzymała. – Pozbawienie kogoś życia to koszmar – mówi. – Ale wiem, że nie jestem morderczynią.

źródło: The Guardian