Cynthia NixonW ostatnim czasie daje się wyczuć nowy rodzaj siostrzanej miłości… Kilka lat temu aktorka Cynthia Nixon, znana najbardziej za rolę Mirandy w serialu „Seks w wielkim mieście”, zostawiła swego partnera, z którym była przez ponad dziesięć lat, i zaczęła spotykać się z kobietą. Nie bała się też do tego otwarcie przyznać.

Aktorka Lindsay Lohan i DJ Samantha Ronson afiszowały się ze swoim związkiem od Nowego Jorku aż po Dubaj. Piosenka Katy Perry „I Kissed a Girl” („Pocałowałam dziewczynę”) zdobywała listy przebojów. W znanych programach telewizyjnych pokazują się kobiety, które otwarcie mówią o swych lesbijskich związkach, a temat ten przewija się obszernie także w sztuce.

Oczywiście nie ma niczego nowego w seksie między kobietami, ale faktem jest, że dotarliśmy do takiego momentu w naszej pop kulturze, kiedy staje się to wręcz modne, albo przynajmniej powszechnie akceptowane.

Trudno znaleźć statystyki pokazujące jak wiele kobiet zamieniło swych chłopaków czy mężów na dziewczyny. Chociaż rządowa agencja, która jest odpowiedzialna za spis ludności Stanów Zjednoczonych, U.S. Census Bureau, prowadzi dokumentację zbierającą dane na temat małżeństw, osób rozwiedzionych, samotnych, czy nawet mieszkających z partnerem tej samej płci, za tymi liczbami nie można wyczuć konkretnych historii.

Eksperci, w tym Binnie Klein, psychoterapeutka z Connecticut oraz wykładowca na wydziale psychiatrii Yale, zgadzają się, że alternatywne związki stają się coraz bardziej popularne.

– Jest jasne, że zmiana orientacji seksualnej dla wielu osób jest teraz łatwiejsza do wyobrażenia niż była kiedykolwiek w przeszłości. Jest też więcej możliwości – akceptacji – dla tych, którzy przekraczają tę linię – przyznaje Klein zwracając uwagę na fakt, że w ostatnich kilku latach spora liczba jej pacjentek żyjących w małżeństwie zakochała się właśnie w kobietach. – Większość z nich bała się, że jeśli się na to nie zdecydują, będą żałować do końca życia – mówi.

Feministka i pisarka Susan Bordo, wykładająca język angielski na Uniwersytecie Kentucky, również zgadza się, że w obecnych warunkach więcej kobiet odchodzi od schematów orientacji seksualnej i życia w typowych związkach męsko-damskich.

– Kiedy tabu zostaje zniesione lub zanika, ludzie czują się wolniejsi i bardziej swobodni, by robić to, czego wcześniej się obawiali – zauważa. – Nie dziwi więc, że obserwujemy jak kobiety, z różnych powodów, przechodzą przez drzwi, które teraz otwiera przed nimi kultura i społeczeństwo. Oczywiście nie powinniśmy sobie wyobrażać, że żyjemy w świecie, którym wszystkie wybory seksualne są możliwe. Wystarczy spojrzeć na ekipę aktorską serialu „The L Word”, aby przekonać się, że tylko pewien rodzaj lesbijek – zgrabne i eleganckie, lub też odrobinę bardziej męskie, ale tylko w pewien właściwy dwupłciowy sposób – jest akceptowany przez główny nurt kultury.

Ten szlak dla wielu kobiet przetarła właśnie Cynthia Nixon i jej otwarcie opowiedziana historia. W 1998 roku, kiedy na ekranach zadebiutował serial „Seks w wielkim mieście”, aktorka była w długotrwałym związku z Dannym Mozesem, profesorem języka angielskiego, z którym miała dwoje dzieci.

Para nigdy się nie pobrała. – Nie ufałam temu i czułam się, jakby była to jakaś potencjalna pułapka, więc w końcu z tego wyszłam – mówiła później Nixon w wywiadzie dla londyńskiego „Daily Mirror”.

W 2004 roku, po zakończeniu trwającego piętnaście lat związku z Mozesem, Nixon zaczęła spotykać się z Christine Marinori, którą spotkała pracując przy kampanii zmierzającej do zmniejszenia liczby dzieci w klasach w Nowym Jorku. Marinori była dla niej wspaniałym wsparciem, kiedy u aktorki zdiagnozowano raka piersi.

Daleka od ukrywania swego związku, Nixon otwarcie i swobodnie mówiła o nim w telewizji i gazetach, jakby nie było to niczym dziwnym. – Przez całe moje życie byłam z mężczyznami i nigdy wcześniej nie spotkałam kobiety, w której mogłam się zakochać – powiedziała „Daily Mirror”. – Ale kiedy tak się stało, nie wydawało mi się to dziwne. Nie zmieniło to tego, kim jestem. Jestem po prostu kobietą, która zakochała się w innej kobiecie – dodaje.

Przez kilka ostatnich dziesięcioleci naukowcy walczą nad tym, by ustalić korzenie naszej seksualnej orientacji. Wrodzona czy nabyta? Czy może się zmienić w dorosłym życiu?

Spora część badań przeprowadzonych w latach 1990-tych, z których większość skupiała się na mężczyznach, sugerowała, że homoseksualność jest wrodzona. W jednym z badań, naukowcy powiązali markery DNA w regionie Xq28 chromosomu X z mężczyznami, którzy mieli skłonności homoseksualne. Jednak kolejne, przeprowadzone na większą skalę badanie, nie powieliło wcześniejszych wyników sprawiając, że Amerykańska Akademia Pediatrów (American Academy of Pediatrics) oraz Stowarzyszenie Amerykańskich Psychologów (American Psychological Association) nadal spekulowały nad czynnikami kształtującymi naszą orientację seksualną.

Dzisiaj jednak również naukowcy zmieniają swoje podejście do homoseksualności i orientacji seksualnej, zwłaszcza w kontekście kobiet. Założenie, że ludzka seksualność jest ciągła, istnieje od około 1948 roku, kiedy Alfred Kinsey wprowadził swą sławną siedmiopunktową skalę, na której zero oznaczało całkowitą heteroseksualność, siedem oznaczało całkowitą homoseksualność, a biseksualność znajdowała się gdzieś pośrodku. Właśnie tam trafiało wiele badanych kobiet i mężczyzn.

Pojawiło się więc nowe pojęcie – „sexual fluidity” – czyli „płynność seksualna”.

– Ludzie zawsze pytają mnie, czy to badanie oznacza, że wszyscy jesteśmy biseksualni. Nie, nie oznacza – mówi Lisa Diamond, profesor nadzwyczajny psychologii i badań nad płcią na Uniwersytecie Utah, autorka książki wydanej w 2008 roku, a zatytułowanej „Płynność seksualna: Zrozumienie miłości i pożądania kobiet” („Sexual Fluidity: Understanding Women’s Love and Desire”)

– Płynność oznacza zdolność do odpowiadania erotycznie na wiele różnych nieoczekiwanych sposobów na szczególne sytuacje czy relacje. Wydaje się to być czymś, czego kobieta nie potrafi kontrolować – mówi Diamond.

Co więcej, badania wskazują na to, że jest to bardziej powszechne wśród kobiet niż wśród mężczyzn – twierdzi Bonnie Zylbergold, asystentka wydawcy w magazynie internetowym „American Sexuality”.

Badania przeprowadzone w 2004 roku na Uniwersytecie Northwestern otworzyły naukowcom szeroko oczy. Podczas eksperymentu badane kobiety stawały się seksualnie pobudzone, kiedy widziały filmy erotyczne z udziałem par heteroseksualnych oraz lesbijskich. Działo się tak w przypadku zarówno kobiet heteroseksualnych, jak i homoseksualnych.

Inaczej reagowała jednak płeć przeciwna. Heteroseksualni mężczyźni podniecali się jedynie w przypadku filmów z kobietami, nawet jeśli były to pary lesbijskie.

– Przekonaliśmy się, że pożądanie seksualne wśród kobiet jest w mniejszym stopniu skierowane w kierunku konkretnej płci w porównaniu do mężczyzn, i wraz z czasem ulega większym zmianom – wyjaśnia jeden z prowadzących badanie, doktor J. Michael Bailey. – Te wnioski odzwierciedlają fundamentalną różnicę między umysłami kobiet i mężczyzn – mówi.

Założenie, że libido może być zmienne w stosunku do płci, może być odbierane jako groźne i wprowadzać zamieszanie wśród tych, którzy mają konwencjonalne przekonania na temat orientacji seksualnej – przyznaje Diamond. Jednak, kiedy kobieta, z którą ona rozmawia, wyjaśnia swoje uczucia, sytuacja nie brzmi już bardzo dziwnie. Wiele z kobiet mówi, że przyciągają je konkretne osoby, a nie ich płeć. Porusza je ich łagodność, inteligencja, poczucie humoru, które mogą występować zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.

Przede wszystkim jednak kobiety tęsknią za więzią emocjonalną. I kiedy dokonują wyboru miedzy mężczyzną a kobietą, dreszczyk emocji może przezwyciężyć ich dotychczasową orientację seksualną.

źródło: CNN