Odpowiednia dyscyplina w szkole, regularne komunikowanie się z rodzicami i dobrze zaopatrzona biblioteka są ważniejsze niż poziom nauczania, wynika z sondażu badającego poglądy rodziców na temat edukacji.

Niemal wszyscy rodzice stwierdzili, że szkoły powinny uczyć dzieci właściwego zachowania. Większość zgodna była także, że warunkiem dobrej edukacji jest pełna i stabilna kadra nauczycielska, a dla 74 procent kluczową sprawą była dobra biblioteka. Tylko 63 procent rodziców uznało, że szkoła idealna musi mieć dobre wyniki nauczania.

Sondaż przeprowadzony przez Ipsos Mori wykazał również, że rodzice nie obawiają się zróżnicowanego środowiska szkolnego i uważają, że dla należytej edukacji ważny jest szeroki nabór uczniów. Okazało się, że jeśli chodzi o edukację, rodzice są bardziej liberalni, niż się sądzi, zauważa James Crabtree, zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Prospect”, które zleciło ten sondaż opinii ponad 1000 osób. – Sądzimy, iż rodzice panicznie boją się, że ich dzieci popadną w złe towarzystwo, i uważamy, że mają obsesję na punkcie mundurków, celujących stopni i eleganckich klas – mówi. – Ale okazuje się, że większość z nich nie chce żadnej selekcji i nie ma nic przeciwko szkołom zróżnicowanym etnicznie, w których bardzo zdolni i mniej zdolni uczą się razem.

Z ankiety wynika, że większość rodziców chce, by ich dzieci były edukowane wśród uczniów o różnych zdolnościach, pochodzących z rozmaitych kultur i środowisk. W klasach powinny być obie płcie i różnorodność etniczna.

Mniej niż jedna szósta sądziła, że kluczową sprawą dla dobrej szkoły jest dobór uczniów na podstawie ich wyznania lub płci.

Sondaż ujawnił także, że rodzice nie przejawiają wielkiego entuzjazmu wobec korzystania ze swych uprawnień, jakie dała im w 2006 roku ustawa wprowadzona przez Tony`ego Blaira. Pozwala ona rodzicom zakładać szkoły i przewiduje, że pomagać im w tym będą państwowi inspektorzy.

Rodzice chcą bardziej angażować się w edukację swych dzieci, ale bez uczestniczenia w codziennym funkcjonowaniu szkół. Mniej niż jedna dziesiąta uznała, że rodzice powinni w szkole pełnić funkcje nadzorcze i tylko jedna ósma gotowa była brać udział w inspekcjach dokonywanych przez Ofsted. W przeważającej większości rodzice chcieli mieć nieformalne i bezpośrednie kontakty z nauczycielami swoich dzieci. Wśród najważniejszych sposobów komunikacji z nauczycielami wymienili oni cotygodniową informację e-mailową o postępach dziecka oraz regularne „przyjacielskie rozmowy”.

Praktycznie wszyscy respondenci stwierdzili, że wywiadówki są dla nich ważne, a około 85 procent poparło prowadzenie sondaży dotyczących zadowolenia rodziców ze szkoły oraz możliwość bezpośredniego kontaktu z nauczycielem. Trzy czwarte opowiedziało się za zamieszczaniem w internecie co tydzień informacji o wynikach ich dziecka w nauce.

Wszystko to, mówi Crabtree, wyraźnie nie zgadza się z wyobrażeniami polityków dotyczącymi preferencji rodziców. Partia Pracy akcentuje Blairowski program „władzy dla rodziców”, a rzecznik torysów do spraw edukacji Michael Gove powiedział w wywiadzie zamieszczonym w marcu w „Prospect”, że David Cameron zamierza, jeśli wygra najbliższe wybory, wprowadzić własną, nową „świetną ustawę edukacyjną” i wybudować w ciągu 10 lat 3 tysiące nowych szkół na 250 tysięcy miejsc.

Cameron chce wprowadzić do oświaty „emancypację”, powiedział Gove. Jako premier „da on rodzicom wolność wyboru” edukacji dla ich dzieci, w tym zakładania własnych szkół i prowadzenia ich z pomocą środków publicznych. Takie podejście, zdaniem Gove`a, podwyższy standardy oświaty w całym kraju.

Ale ta wizja edukacji nie jest, podkreśla Crabtree, czymś, czego rodzice chcieliby dla swych dzieci. – Politycy mówią bez końca o standardach, ale rodzice bardziej interesują się sprawami podstawowymi i bieżącą informacją – mówi. – Chcą regularnej korespondencji e-mailowej i prawa do kontaktowania się z nauczycielem, a nie nowego dyrektora. I najwyraźniej zależy im na tym, by środowisko szkolne ich dzieci było zróżnicowane.

źródło: The Guardian