Liczba rozpadających się związków w Wielkiej Brytanii rośnie lawinowo

Prognozy mówią, że w przyszłym roku będzie więcej par żyjących bez małżeństwa, niż tych po ślubie.

Gazety pełne są doniesień o rozstających się gwiazdach i biznesmenach, a ostatnio także poradników typu „Rozwód: Zrób to sam”. Czyżby rozpadające się małżeństwa stały się codziennością?

Prawnicy zaczęli mówić już nawet o „rozwodowym boomie”, po tym jak rekordowa ilość par postanowiła w styczniu zakończyć swoje związki. Szacuje się, że nawet dwa miliony małżeństw będzie szukało w tym roku pomocy prawników. Interes mają napędzać żony bogatych finansistów, które nie są gotowe patrzeć jak ich fortuna zjadana jest przez recesję. Według sondażu przeprowadzonego na 100 analitykach i pracownikach giełdy z City, 20 proc. z nich uważa, że ich partnerki złożą w tym roku rozwodowe pozwy. Do tej pory związki trwały, ponieważ były pieniądze. Jednak sami mężczyźni także spieszą się do rozwodów. Ci, którzy już zostali zwolnieni, albo obawiają się, że stracą pracę, nagle zrywają związki, bo wiedzą, że nie będą musieli dużo płacić w ramach ugody.

W styczniu i lutym normalnie jesteśmy bardzo zapracowani, ale takiego boomu nie było dawno – mówią prawnicy zajmujący się rozwodami. Recesja, która powoduje zamieszanie w świecie finansów, odbija się także na małżeństwach. Już teraz jedna czwarta dzieci w Wielkiej Brytanii ma rozwiedzionych rodziców, a liczba ta będzie się zwiększać.

Kryzys przechodzi też instytucja małżeństwa. Oficjalne liczby wskazują, że w 2006 roku było prawie 237 tysięcy ślubów w Anglii i Walii, czyli najniższy wskaźnik od 1895 r. Obecnie niewiele ponad połowa dorosłych pozostaje w zawiązkach małżeńskich, o 10 proc. mniej niż 10 lat temu. Koszty ślubów w Wielkiej Brytanii podwoiły się w czasie ostatniej dekady i wylicza się, że średnio jest to 21 tysięcy funtów. Liczba małżeństw może jeszcze maleć, między innymi przez pogarszającą się sytuację ekonomiczną. Jeśli tak dalej pójdzie, ludzie pozostający w związkach małżeńskich staną się mniejszości już w przyszłym roku.

Małżeństwo jest na całe życie

Bryony Gordon, felietonistka „Daily Telegraph”, podsumowując ten trend, ironizuje, że już niedługo małżonkowie będą wyklęci przez rodziny i przyjaciół, a osoby pokazujące publicznie obrączki ryzykują, że ktoś ich opluje na ulicy, albo wyrzuci ze środków transportu publicznego. „Dziś instytucja małżeństwa wydaje się tak wyklęta jak bankierzy, Jonathan Ross i trzeci pas lotniskowy na Heathrow” – pisze Gordon, zwracając jednocześnie uwagę, że rośnie nasza tolerancja i przyzwolenie na rozwody.

W tym kontekście sięga się często do historii, przywołując króla Henryka VIII, który zerwał z papieżem, bo ten nie chciał zgodzić się na jego rozwód. W kontekście rozwodów mówi się też dużo o powszechnie wielbionej księżnej Dianie, żałuje się Paula McCartneya, który rozwiódł się z Heather Mills, a ostatnio gazety rozpisują się o rozstaniu Madonny z Guyem Ritchie, bardziej skupiając się jednak na finansowych rozstrzygnięciach, niż rozpadzie rodziny.

– Wszystko to istnieje w tutejszej kulturze, wydaje się normalne. Dlatego może mniej nas, tutaj mieszkających, oburza czy dziwi rozwód Kazimierza Marcinkiewicza, który wałkowany jest w polskich gazetach – mówi Krzysztof Tura, który żyje w Londynie i sam jest rozwodnikiem.

– Tutaj wszystko jest łatwiejsze, człowiek wpada w londyńskie życie i ani się obejrzy, jak o Polsce zapomina, zaczyna myśleć jak Brytyjczyk – mówi Krzysztof. Tak jak dla większości ludzi, rozwód był dla niego szokiem, z którego jednak szybko się otrząsnął.

– Oczywiście, że są momenty, kiedy fantazjuje się na temat wybaczenia i powrotu. Ale teraz na nowo ułożyłem sobie tutaj życie. Na szczęście nie mieliśmy dzieci, a patrząc z perspektywy, czuję się tak, jakby ten ślub się w ogóle nie wydarzył…

Po rozstaniu poczuł wielką ulgę, jednak nie chce potwierdzić, czy poprawiła się jego sytuacja ekonomiczna. Twierdzi jednak, że coś jest w wynikach badań Institute for Social and Economic Research, które wykazały, że po rozwodzie mężczyźni zarabiają o 25 proc. więcej. Dla kontrastu, około 27 proc. kobiet w Wielkiej Brytanii kończy rozstanie życiem w ubóstwie – trzy razy więcej niż mężczyźni. Tylko 31 proc. dostaje pieniądze na utrzymanie wspólnych dzieci.

Zrób to sam

Rozwód może być kosztowny, szczególnie jeśli przeciąga się w czasie. Rozstanie Madonny z Guyem Ritchie ma zakończyć się ugodą na 100 milionów funtów. Według specjalistów firmy ubezpieczeniowej Norwich Union, średni koszt rozwodu w Wielkiej Brytanii to 28 tysięcy funtów. Są jednak kroki, które można podjąć, by złagodzić ten cios.

W gazetach pojawiają się już nawet poradniki – jak tanio się rozwieść, sugerujące, że trzeba być przygotowanym na kompromisy.

Jeżeli rozwód przebiega w przyjaznej atmosferze, istnieje możliwość ściągnięcia dokumentów z internetu, by zaoszczędzić na prawnikach. Na stronie www.divorceonline.co.uk można znaleźć poradnik typu „Rozwód: Zrób to sam” ze wszystkimi formularzami wypełnionymi za 68 funtów, razem z darmowym przewodnikiem. Pozwala to, jak podają administratorzy strony, rozwieść się w 12 tygodni.

Podobne witryny, jak quickie-divorce.com, oferują usługę za 40 funtów, w której klient sam wypełnia papiery. Taki rozwód jest jednak możliwy jeśli sprawa jest prosta i gdy jest się obeznanym w sprawach administracyjnych. Można w ten sposób zaoszczędzić nawet 1000 funtów.

Należy jednak pamiętać, że nawet te „tanie rozwody” podlegają opłacie sądowej 340 funtów, z czego 300 pokrywa koszty złożenia pozwu, a pozostałe 40 przeznaczone jest na „decree absolute”, ostateczne orzeczenie, po zakończeniu sprawy.

Poradniki sugerują też, że osoby z niskimi dochodami, mogą starać się o zwrot kosztów. Można też otrzymać darmową pomoc prawną, jeśli miesięczny dochód po zapłaceniu ubezpieczenia i podatku jest mniejszy niż 698 funtów, a oszczędności na koncie nie przekraczają 8 tysięcy funtów.

Sondaż Norwich Union wykazał, że 62 proc. rozwodzących się par dzieli między siebie administracyjne wydatki. Autorzy poradników przypominają też, że trzeba zamknąć jak najszybciej wspólne konta i zlikwidować karty kredytowe, przy dzieleniu majątku ustalić procentowy udział każdego z małżonków w przypadku sprzedaży wspólnego domu. Kolejnym ważnym elementem, choć mniej oczywistym, jest zorientowanie się w świadczeniach emerytalnych. Istnieją przepisy, które pozwalają, nawet po rozwodzie, otrzymywać pieniądze z funduszu drugiej osoby.

Polacy rozwodnicy

Na ostateczne rozstanie z małżonkiem decyduje się w Wielkiej Brytanii coraz więcej Polaków. Barbara Jaśnikowska z kancelarii A Kay Pietron & Paluch, mówiąc o podstawowych przyczynach, zwraca uwagę na sytuacje, gdy jedno z małżonków pozostało w Polsce, a drugie wyjechało.

– Oddalają się przez ten czas od siebie. Mają inne towarzystwo, uczą się żyć bez partnera, czasami znajdują nowego. Zdarza się, że druga osoba nie chce przyjechać do Anglii. A gdy już się tu zjawi, znajduje się w zupełnie obcym sobie świecie, pojawiają się stresy, których wcześniej nie doświadczała. To może powodować wypalenie się małżeństwa.

99 proc. klientów kancelarii pochodzi z Polski, ponieważ wolą załatwić delikatne sprawy w języku ojczystym.

– Według prawa angielskiego możemy przeprowadzać rozwody Polaków mieszkających tutaj, także w sytuacjach, w których tylko jeden małżonek jest na Wyspach – wyjaśnia Barbara Jaśnikowska. – Polska uznaje rozwody przyznane w Anglii. Procedura jest prosta: po orzeczeniu, trzeba zdobyć świadectwo europejskie, a później z nim i kopiami dokumentów potwierdzonymi przez sąd, udać się do urzędu stanu cywilnego w Polsce i zarejestrować rozwód.

Mimo szybszej i łatwiejszej procedury, Barbara Jaśnikowska doradza jednak głębokie zastanowienie się przed tym ostatecznym krokiem.

– Czasami przychodzą do nas ludzie, którzy nie są na 100 proc. zdecydowani. Staram się wtedy, jeśli mogę, przekonać, że jednak powinni poczekać. W końcu małżeństwo, to jest poważny stosunek między dwiema osobami, szczególnie jeśli mają dzieci. Dla nich zawsze jest lepiej, jeśli to możliwe, żeby rodzina jednak jakoś wytrwała – mówi doradca prawny.

– Gdy już zostanie przyznany rozwód, trzeba jeszcze czekać 6 tygodni, zanim można zgłosić się po orzeczenie ostateczne. Do tego momentu można jeszcze rozwód odwołać. Muszę powiedzieć, że są takie przypadki. Miałam sytuację, gdzie jedna para w ostatnim momencie przed przyznaniem orzeczenia ostatecznego pojednała się, przyszli do mnie i powiedzieli, że rozstania nie chcą. Rozwód został odwołany.

źródło:  Cooltura/Jarosław Sępek