Heston Blumenthala nazywa się „alchemikiem kulinarnym”

Słynna brytyjska restauracja „Fat Duck” wpadła w tarapaty po tym, jak kilkadziesiąt osób pochorowało się po zjedzeniu posiłku w tej świątyni gastronomii.

Heston Blumenthal nie musi nikomu udowadniać swoich umiejętności kulinarnych. W końcu nie każdy kucharz może poszczycić się trzema gwiazdkami Michelina. Zresztą to nie jest jedyne wyróżnienie, jakim chlubi się restauracja Blumenthala, położona w malowniczej wiosce Bray na zachód od Londynu. Koledzy po fachu z Wielkiej Brytanii i zagranicy od lat plasują „Grubą Kaczkę” na drugim miejscu w rankingu najlepszych restauracji na świecie.

Okazuje się, że 43-letni Blumenthal jest nie tylko wirtuozem w kuchni. W równie mistrzowski sposób poinformował opinię publiczną o najgorszej katastrofie, jaka kiedykolwiek może przytrafić się kucharzowi. Otóż Blumenthal postanowił osobiście powiadomić media, że 40 gości przeszło zatrucie pokarmowe po wizycie w jego restauracji. Od tej chwili kucharz na bieżąco informuje prasę o wynikach badań sanitarno-higienicznych.

Heston Blumenthal liczy na szybkie otwarcie restauracji. Ocenia, że dotychczas poniósł straty finansowe w wysokości 80 tys. funtów. To pokaźna suma, ale wydaje się zrozumiała, jeśli wziąć pod uwagę, że posiłek zjedzony u Blumenthala kosztuje około 200 funtów od osoby, a stolik trzeba rezerwować z trzymiesięcznym wyprzedzeniem.

Heston Blumenthal

Heston Blumenthal

Kucharz częściowo odwołał alarm. – Żaden z dotychczas przeprowadzonych testów nie wykazał, że źródłem zatrucia była żywność lub brak higieny – komunikuje. – Wszystko wskazuje na to, że jeden z gości przywlókł do restauracji wirusa i zaraził nim pozostałe osoby. Blumenthal dodaje, że na ten trop naprowadziła go jedna z klientek. – Zachorowała razem z mężem, a gdy doszli do siebie, zaczęły chorować dzieci, które nie były w restauracji – wyjaśnia kucharz. Prawdopodobnie chodzi o bardzo agresywny zarazek chorobotwórczy, ponieważ atakował gości aż przez trzy tygodnie.

– Dlatego postanowiłem, aby ze względów bezpieczeństwa zamknąć lokal. Nie chciałem żyć w ciągłym napięciu i czekać na kolejne telefony od chorych gości – opowiada Blumenthal.

Kucharz uważany za fanatyka higieny przeżył ogromny szok z powodu zatrucia pokarmowego w swojej restauracji. – Jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłem czegoś podobnego – wzdycha renomowany mistrz patelni. Blumenthal jest samoukiem – nigdy nie terminował u znanego kucharza, a „Grubą Kaczkę” otworzył 14 lat temu. – Restauracja jest moją pasją i miłością – zwierza się.

Blumenthala nazywa się „alchemikiem kulinarnym”, bowiem kreuje dość niezwykłe menu. Światowej sławy specjalista kuchni molekularnej poświęca wiele uwagi nie tylko składnikom i przygotowaniu potraw, ale także zwraca uwagę na procesy biochemiczne i fizykochemiczne towarzyszące gotowaniu i jedzeniu. Rezultatem jego pracy są kompozycje, które na pierwszy rzut oka i po pierwszym kęsie wydają się bardzo dziwne. Przykładowo: carpaccio z kalafiora z galaretką czekoladową, mus z zielonej herbaty z limetkami w ciekłym azocie albo grilowany pasztet z gęsich wątróbek o nazwie „Aldehyd benzoesowy”. W porównaniu z tym „łosoś w lukrecji”, czy „kisiel ze ślimaków” brzmią niezwykle swojsko.

Blumenthal nie wyobraża sobie, że tajemnicze zatrucie jest sprawką zawistnego konkurenta. – Jasne, kiedy człowiek wszystko sprawdza i nic nie znajduje, to przychodzą mu do głowy najdziwaczniejsze myśli. Jednak sabotaż wydaje mi się mało prawdopodobny – przyznaje kucharz. Najważniejsze, że większość stałych gości dochowała mu wierności.

– Nikt nie cofnął rezerwacji, choć osoby, którym przepadł termin z powodu zamnięcia restauracji znowu muszą czekać dwa miesiące na wolny stolik – mówi Blumenthal. Na stronie internetowej „Timesa” niejaka Diana z hrabstwa Lincolnshire zwierza się: „Należę do grona poszkodowanych. Ja i moi przyjaciele byliśmy bardzo osłabieni zatruciem”. Jednocześnie czytelniczka wyznaje: „Muszę przyznać, że w „Grubej Kaczce” rozkoszowałam się eksplozją smaków i za nic w świecie bym z niej nie zrezygnowała”.