Jakimi kłopotami ojczyzna wita powracających emigrantów?

Brak pracy, niższy komfort życia, mniejsze zarobki, kryzys gospodarczy… Tego boimy się najbardziej gdy myślimy o powrocie do kraju. Jakie jeszcze „miny” czekają na wracających emigrantów w Polsce? Czy w ogóle jest do czego i czy warto wracać?

Pracująca w Londynie psychoterapeutka Krystyna Walewska – Huseynon mówi, że powrót do kraju jest tak naprawdę równoznaczny z… wyjazdem z kraju. – Łączy się z niewiadomą, lękiem i innym widzeniem, w tym przypadku tego, co kiedyś zostawiliśmy – tłumaczy. Radzi by przed podjęciem decyzji o powrocie, zrobić swoisty bilans, po prostu jeszcze raz przeanalizować powody, dla których znaleźliśmy się poza Polską. Przypomnieć sobie dlaczego wyjechaliśmy z kraju? Bo nie było tam dla nas pracy, bo czuliśmy pustkę, byliśmy ciekawi świata, uciekaliśmy przed problemami rodzinnymi, chcieliśmy rozwijać swoje zainteresowania…. – A potem warto pomyśleć czy powody do powrotu są takie same – mówi psychoterapeutka i dodaje: – Należy zastanowić się dlaczego nie udało nam się zrealizować naszych oczekiwań lub jeśli odnieśliśmy sukces dlaczego mimo to chcemy wracać? Jakie są nasze oczekiwania związane z powrotem? Czy oparte są na realiach czy na wizji zrodzonej z emocji. Czy jest czego się obawiać? Tylko tchórze chwalą się, że nigdy nie odczuwali strachu. My zwyczajni śmiertelnicy zapewne nie raz baliśmy się, ale mimo to, aby na przykład realizować marzenia czy plany posuwaliśmy się krok za krokiem do przodu. Na pewno może pomoc nam świadomość, że po jednej i po drugiej stronie nastąpiły zmiany. Nie zawsze muszą to być zmiany w kategoriach: lepiej czy gorzej. Najczęściej będzie to inaczej – Pracująca w stolicy Anglii specjalistka nie ma jednak wątpliwości i podkreśla: – Po latach czy nawet miesiącach życia poza krajem nie wraca się do takiego samego miejsca ani ludzi, a także nie wraca się takim samym.

Świnka wjedzie na luzie

To, że decyzję o powrocie trzeba dobrze przemyśleć jest pewne. Należy być gotowym psychicznie, warto jednak do tego przygotować również swoje portfele, wyostrzyć cierpliwość i tolerancję dla biurokracji. „Min powrotnych” jest wiele. Zacznijmy od spraw – wydawałoby się – błahych. Jeżeli na przykład do Polski chcemy sprowadzić kupionego na Wyspach psa lub kota musimy pamiętać nie tylko o szczepieniu czy paszporcie wydanym przez weterynarza, ale także o tatuażu lub… mikroczipie, który zapewni identyfikację naszego milusińskiego. Inaczej przekroczy on granicę nielegalnie. Na całe szczęście nie jest to wymagane w przypadku chomika, świnki morskiej lub złotej rybki. Pewnie niewiele osób też wie, że po przyjeździe mamy zaledwie cztery dni na dokonanie stałego lub czasowego meldunku. Jeżeli tego nie zrobimy i będziemy bez meldunku w Polsce przebywać pod danym adresem choćby kilka godzin dłużej, łamiemy prawo i grozi nam nawet 5 tysięcy złotych mandatu. O tym, że nie będziemy mogli niczego załatwić w urzędach, nie wspominając.

Wiele osób przed powrotem do kraju powstrzymał kryzys gospodarczy. Niektórzy mieli już wręcz spakowane walizki. – Jeżeli mam się z nim mierzyć, to wolę tutaj – mówi Tomek, który do Anglii przyjechał kilka lat temu. Pracuje w nieruchomościach, na Wyspy ściągnął całą swoją rodzinę. Razem czują się tutaj dobrze, myślą o kupnie domu. – Słyszałem już kilka opowieści, o tym że wszystkim po powrocie jest super. Szkoda tylko, ze to super trwa miesiąc, a potem zaczynają się trudności – tłumaczy. Po ewentualnych przenosinach do kraju, największym problemem byłoby zatrudnienie. – Przeglądam wiadomości z Polski i znajduje tylko informacje o masowych zwolnieniach. Pewnie, tutaj tez się to zdarza, tyle tylko, że tutaj mam większe szanse na znalezienie nowej i szereg instytucji do których mogę się zwrócić o pomoc – tłumaczy. Dlatego w rozmowie z Onet.eu podkreśla, że na pewno nie wraca, jeżeli kiedyś zdecyduje się na ten krok, to tylko z powodów rodzinnych (tęsknota). – Chociaż, za parę lat może okazać się to o wiele trudniejsze, też z powodów rodzinnych, jeśli nasze dzieci postanowią tu zostać – podsumowuje.

Po pierwsze podatki

Wracać czy nie? Co nas tam czeka? Na co uważać? O tym wciąż się mówi w polonijnych środowiskach, niepewni wciąż szukają informacji. Do początku stycznia na rządową stronę powroty.gov.pl spłynęło ponad 800 pytań od emigrantów, dziennie w „internetowy powrotnik” klika nawet 3 tysiące osób, głównie z Polski i Wielkiej Brytanii. – Pytania, jakie otrzymujemy świadczą o tym, że najbardziej skomplikowaną kwestią dla powracających do kraju jest rozliczenie się z fiskusem w kraju i za granicą oraz załatwienie spraw związanych z koordynacją systemów zabezpieczenia społecznego, zwłaszcza kwestia przyszłej emerytury i transferu zasiłków dla bezrobotnych – mówi Maciej Szczepański, koordynator serwisu. Czyli sprawy formalno – prawne, ale nie tylko. – Bardzo istotną kwestią jest odnowienie kontaktów, ponowne „zadomowienie się” w kraju, znalezienie pracy, korzystne zainwestowanie środków zarobionych za granicą np. w uruchomienie własnej firmy – wylicza Szczepański. Osoby odpowiedzialne za rządowy „Masz PLan na powrót?” podkreślają, że zapotrzebowanie na rzetelną informację w tej kwestii jest wciąż bardzo duże i właśnie oni jej udzielają. Nie chcą natomiast wpływać na indywidualne decyzję rodaków.

Mieszkająca w Cardiff Agnieszka mówi, że myśli o powrocie towarzyszy obawa o problem ze znalezieniem stałego zajęcia. – Jeszcze pól roku temu nie miałabym takich wątpliwości. Natomiast aktualnie, kryzys ekonomiczny z pewnością będzie miał także negatywny wpływ na Polskę. Już teraz w trakcie rozmów z rodziną i znajomymi pojawia się problem rosnącego bezrobocia. Nie wiem też czy potencjalni pracodawcy doceniliby moje kwalifikacje zdobyte w Wielkiej Brytanii. Może baliby się moich oczekiwań finansowych? – tłumaczy. Po wypłatach płaconych w funtach możemy być za drodzy dla polskich firm. Zresztą nie samą pracą człowiek żyje. – I w Polsce, i w Wielkiej Brytanii często korzystam z komunikacji publicznej. W obu krajach autobusy i pociągi maja tendencje do spóźniania się. Natomiast uprzejmość brytyjskich kierowców jest niesamowita. I na pewno bym za nią tęskniła – mówi emigrantka.

Rozwód tak, auto nie za bardzo

Wracamy na listę min praktycznych. Tematy już poważniejsze. Po perturbacjach rodzinnych, warto pamiętać o tym, że rozwód wydany w Anglii, w Polsce jest… nieprawomocny. W kraju nad Wisłą trzeba go dopiero uznać, a co za tym idzie po prostu przeprowadzić postępowanie przed sądem. Kłopoty czekają także na osoby, które do Polski powracają z książeczkowym dowodem. Nie są to kłopoty z prawem, ale taki dokument jest nieważny i trzeba go jak najszybciej wymienić. Inaczej jako obywatele nie istniejemy. Łatwo nie jest także, jeżeli do ojczyzny udajemy się kupionym na Wyspach samochodem. Na zagranicznych „blachach” można śmiało jeździć, ale obok dowodu rejestracyjnego samochodu kierowca musi mieć ze sobą także dowód własności (np. umowę kupna). Zresztą naszym pojazdem nie nacieszymy się zbyt długo, ponieważ auta z kierownicą po prawej stronie w Polsce po prostu nie zarejestrujemy. Chyba, że dobry mechanik zrobi nam przekładkę, choć na wykonanie tego i załatwienie wszystkich papierów mamy zaledwie 30 dni.

Są jednak ludzie, którzy wracają do Polski i takie problemy, a zwłaszcza kryzys i bezrobocie ich nie martwią. Mają zupełnie inne obawy, bardziej górnolotne. – Chyba najbardziej będzie mi brakować dostępu do dóbr kultury i nowoczesnych technologii. W Polsce pobieranie legalnych filmów z takich stron jak hulu.com to jeszcze wciąż czysta fantastyka – mówi Mateusz, który od czterech lat mieszka na wyspie Key West na Florydzie. W lipcu wraca do kraju, wie że będzie mu tam wielu rzeczy, m. in. tropikalnej pogody, wyremontowanych elewacji, wygodnych ulic i autostrad. – Główne uczucie towarzyszące mojej decyzji o powrocie to jednak ekscytacja i ciekawość. Zastanawiam się jak moja wiedza o świecie i samym sobie, którą zdobyłem zza oceanem przełoży się na rodzimy grunt. Obawiam się troszkę naszego, zaściankowego myślenia na temat religii, tolerancji, przedsiębiorczości. Każdemu polecam emigracje. Jest to niesamowite doświadczenie, które sprawia, ze rozwijamy się przede wszystkim duchowo. Na emigracji zdałem sobie sprawę z własnych możliwości, umiejętności i talentów – podsumowuje.

A Wy, których „powrotnych min” boicie się najbardziej?

źródło: onet.pl