Rozwijali skrzydła, a teraz odlatują w nieznane

Niskokosztowy przewoźnik Ryanair wycofuje z Polski swoje samoloty aż na 14 trasach. I choć sprawa oficjalnie rozbija się o wysokie opłaty nawigacyjne, tym razem górę wzięła chęć latania do naszych sąsiadów.

Straszyli, aż w końcu postawili na swoim. Irlandzka linia lotnicza już od połowy 2008 roku groziła, że wycofa swoje samoloty z rejsów nad Wisłę. Jeszcze pod koniec października maszyny w barwach Ryanaira przestały lądować w Krakowie i Rzeszowie, a także zlikwidowano połączenie Warszawa – Dublin. Powód? Niebywała podwyżka opłat nawigacyjnych, jaką zafundowała wszystkim liniom lotniczym Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. Tym razem Ryanair zupełnie wycofał się z latania do kilku polskich lotnisk.

Poszło o zbyt wysokie, zdaniem przewoźnika, opłaty za bezpieczne przeprowadzenie samolotu nad terytorium Polski i jednocześnie pomoc przy podejściu do lądowania. Za jednym zamachem podniesiono je aż o 960 procent. Suma ta wydaje się być zawrotna, choć rzeczywisty koszt skoczył z 93 złotych do 985 złotych za rejs. Jak tłumaczył wtedy zarząd Agencji Żeglugi Powietrznej, podwyżka była konieczna, aby wyrównać ceny z tymi obowiązującymi w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Poprzednie stawki pochodziły jeszcze z zamierzchłych czasów i nie były w stanie pokrywać rzeczywistych kosztów operacji.

Będą negocjować

Nietrudno było przypuszczać, że podwyżkę opłat natychmiast podchwyci egocentryczny prezes Ryanaira Michael O’Leary. Już w dzień po ogłoszeniu nowego cennika zaszantażował polskie władze, że jeśli nie przywrócą poprzednich stawek, latanie do Polski przestanie być dla niego opłacalne. Brzmiało absurdalnie, bo przeliczając nową opłatę na jednego pasażera, koszt biletu wzrósł ledwo o pięć złotych. A rejsy do Polski wyprzedają się niemal do ostatniego miejsca. Mimo to przewoźnik postawił na swoim.

– Ryanair nie może zaakceptować tych kosztów, a jednocześnie oferować najniższych cen, jak i braku opłaty paliwowej – informuje Daniel de Carvalho, rzecznik linii Ryanair. I wylicza, co czeka polską gospodarkę, gdy jego samoloty odlecą z Polski na dobre. – Lotniska stracą pół miliona pasażerów, 500 miejsc pracy, a także 55 milionów euro straci prywatny biznes.

Faktycznie – dla niektórych lotnisk wycofanie się Ryanaira oznacza niemal bankructwo. Tak jest między innymi w Łodzi i Szczecinie, gdzie przewoźnik obsługiwał większość lotów – wycofał się z latania na czterech trasach. Z Gdańska znikną trzy połączenia, a z Poznania i Katowic – po jednym.

Zdaniem Krzysztofa Domagalskiego, rzecznika Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów, decyzja o wycofaniu lotów nie jest jeszcze ostateczna. – Trwają negocjacje z Ryanairem. Jeśli przewoźnik nie zmieni zdania, ich samoloty znikną koniec marca, razem z wejściem letniego rozkładu lotów – mówi rzecznik.

– Czy jest w ogóle sens inwestować w łódzkie lotnisko i rozpoczynać wiosną budowę trzeciego termianul? – pyta Wiolletta Gnacikowska z łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej”. Na łamach gazety odpowiada jej Wiceprezes lotniska Wojciech Łaszkiewicz. – Wybudujemy terminal częściowo za unijne pieniądze. Kiedy nadejdzie dobra koniunktura, będziemy z nowym terminalem gotowi – stwierdza z dobrym samopoczuciem. I dodaje, że wybiera się do Irlandii, by negocjować z Ryanairem pozostawienie połączeń lotniczych.

Więcej szczęścia niż rozumu miało wrocławskie lotnisko. Choć Ryanair również obsługuje tam większość lotów, wycofał jedynie połączenie do Bournemouth, a na otarcie łez dołożył nową trasę – do Alicante na południu Hiszpanii.

Walka o portfele

Kiedy polskie lotniska zaczną płakać za ostatnimi odlatującymi samolotami Ryanaira, nasi sąsiedzi z południa będą już zacierać ręce. Po długich latach nieobecności Michael O’Leary wreszcie podbija czeski rynek. Choć weekendowe wypady do Pragi od lat były dla Brytyjczyków niemal sportem narodowym, Irlandzki przewoźnik mógł tylko patrzeć, jak pieniądze uciekają mu między palcami. Tysiące pasażerów woził bowiem ich największy konkurent – linia EasyJet. Jednak recesja rozdaje karty na rynku lotniczym od nowa. Tej okazji Ryanair nie mógł przegapić – od razu postanowił latać nie tylko na praskie lotnisko, ale także do Brna i Bratysławy. Te ostatnie połączenie to odpowiedź na kulejącą finansowo działalność słowackiej linii lotniczej Sky Europe, która działa także na rynku polskim.

Nieoficjalnie wiadomo, że Ryanair wykupił część slotów, czyli zarezerwowanych czasów startów i lądowań, na innych zatłoczonych lotniskach Europy. Ich kąskiem stała się borykająca z trudnościami linia włoska Alitalia – Irlandczycy przejęli po nich część slotów na rzymskim lotnisku Fiumicino.

Jedno jest pewne – w dobie kryzysu rozpoczęła się walka o zamożnego klienta. A jak pokazał Michael O’Leary, skromne portfele Polaków wciąż nie robią większego wrażenia.

źródło: Dziennik Polski (Londyn), Tomasz Ziemba