Danske Bank, który od miesięcy prognozuje potężne kłopoty polskiej gospodarki, przyznaje się do spekulowania na naszym rynku walutowym. Co najgorsze, jeszcze nie skończył. Czeka, aż euro będzie kosztować 4,90 zł.

Główny ekonomista Danske Banku jest autorem skrajnie pesymistycznej prognozy dla Polski na ten rok. Oczekuje on 0,5-proc. spadku PKB. Przewidział też silne osłabienie złotego – do 4,9 zł za euro.

  • Dzisiejsza „Rzeczpospolita” donosi: Goldman Sachs zapowiedział, że nie chce już uczestniczyć w spekulacyjnej grze na osłabienie walut w regionie i przyznaje, że złoty jest niedowartościowany.

Bank poinformował o zmianie stop-lossa z 4,58 zł do 4,67 zł. Zlecenie stop-loss określa, ile inwestor jest skłonny stracić na danej inwestycji.

„Zmiana stop-lossa to normalna decyzja, po zajęciu pozycji na rynku w miarę rozwoju sytuacji” – mówi ekspert DM BOŚ, Grzegorz Zalewski. „Jeżeli złoty się osłabia i dana instytucja finansowa uważa, że dalej będzie taki trend, zajmie długą pozycję. Równocześnie określi swój poziom maksymalnej straty. Danske Bank, chce zarobić, tak samo jak i inni gracze rynkowi. Stąd będzie obstawiał długie pozycje, czyli spadek wartości złotego”.

Danske Bank kategorycznie odpiera zarzuty. „Nie jesteśmy spekulantami walutowymi, jedynie dbamy o swoich klientów” – mówi Dziennikowi główny ekonomista duńskiego potentata Lars Christensen. „To zwykła teoria spiskowa, wymysł rodem z komunizmu, kiedy zły Zachód podejrzewało się o cały czas o wrogie działania. Widziałem te doniesienia, ale chciałem powiedzieć ich autorom: trzeba wreszcie dorosnąć i patrzeć na świat realnie. Polska to nie Łotwa czy Dania, tylko duży kraj, w którym nie należy się przejmować teoriami spiskowymi.”

Christensen przyznaje jednak, że Duńczycy przestrzegali swoich klientów przed szykującym się spadkiem złotego.

źródło: dziennik.pl