W Polsce jest coraz więcej bezdzietnych, młodych małżeństw. Nie dlatego, że nie mogą mieć potomków, ale dlatego, że nie chcą. Tak wybrali. Dlaczego?

Ania ma 33 lata. Pracuje na kierowniczym stanowisku, w dziale marketingu dużej stołecznej firmy. Marek dobiega czterdziestki, jest wziętym fotografem. Są zdrowi, młodzi i dobrze sytuowani. Teoretycznie spełniają wszystkie warunki, żeby zostać rodzicami. Coraz częściej jednak mówią – nigdy nimi nie będziemy. I tak jest dobrze.

Bez dzieci

Nie od razu jednak mieli odwagę przyznać się do tego, że wychowywanie dzieci nie jest tym, o czym marzą. Najpierw odkładali decyzję o potomstwie; mówili: musimy skończyć studia, mieć dobrą pracę, kupić mieszkanie, przyzwoicie zarabiać. I w końcu to wszystko osiągnęli, ale nadal nie było dobrego czasu na dziecko.

– Koleżanki rozwodzą się nad tym, jak to cudownie będzie, kiedy zostaną mamami, albo godzinami opowiadają o tym, jak ich synek zrobił pierwszy kroczek. Mnie nie wzruszają dzieci. Może nie mam instynktu macierzyńskiego? – zastanawia się Ania.

Marek nie miałby nic przeciwko temu, żeby powiększyła się ich rodzina, ale pracuje od rana do wieczora. Często wyjeżdża na kilka dni. Na dziecko nie miałby czasu.

– Ciężar wychowania dziecka spadłby na Anię, która stałaby się w pewnym sensie samotną matką. Ciężko pracowałem, żeby wyrobić pozycję na rynku i trudno mi z tego zrezygnować. Zgodziłbym się na dziecko, gdyby Ania tego chciała, ale nie będę jej oszukiwał, że zmienię pracę i zajmę się noworodkiem – mówi Marek.

Przyznaje, że nie odpowiada mu model rodziny zaganianej i umęczonej. Jego mama pracowała w jednej ze śląskich fabryk. Tata w kopalni. Mieli trójkę dzieci, które wychowały się z kluczami na szyi. Marek pamięta, jak wstawała o 5 rano, żeby przygotować obiad do odgrzania. Ojciec przychodził zmęczony i dziećmi nie zajmował się wcale. Marek nie pamięta ani jednej zabawy z nim czy choćby spaceru.

– Nie chcę w ten sposób wychowywać swoje dzieci – stwierdza.

Zimni i nieszczęśliwi

Jak szacuje dr Alina Kalus z Uniwersytetu Opolskiego, w Polsce mamy około 30% małżeństw bezdzietnych. Trudno powiedzieć, ile z nich rodzicielstwo jedynie odraczają, a ile wyklucza. Wiadomo jedynie, że małżeństw, które mają problemy z płodnością, jest około 20%. Można więc przyjąć, że liczba związków bezdzietnych z wyboru sięga około 6-10%. Zjawisko świadomej bezdzietności narasta, zwłaszcza wśród najmłodszych małżeństw.

Taka decyzja nigdy jednak nie należy do łatwych. Istnieje szereg stereotypów na temat rodziny bez potomstwa. W powszechnym odczuciu społecznym niemal zawsze kojarzy się z bezpłodnością i nieszczęściem.

Tymczasem, jak pokazują wyniki badań dr Alicji Kalus, bezdzietni z wyboru na ogół są dobrze wykształceni, otwarci i przyjaźnie ustosunkowani wobec otoczenia. Mają świadomość alternatywnych źródeł osiągania satysfakcji życiowych poza prokreacją, potrafią z nich korzystać i cieszyć się życiem.

Egoiści czy odpowiedzialni?

Innym stereotypem jest przekonanie, że na świadomą bezdzietność decydują się ludzie samolubni, zapatrzeni w siebie, wyobcowani. Ania przyznaje, że nie chce udawać zachwytu nad każdym noworodkiem. Jednocześnie naraża się na opinię osoby zimnej. Poza tym słyszy zarzuty, że nie ma dzieci, bo boi się odpowiedzialności.

Dr hab. Anna Giza, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka pracy „Rodzina a system społeczny” twierdzi, że jest wręcz przeciwnie. Młodzi ludzie, którzy świadomie decydują się nie posiadać dzieci, są zazwyczaj bardzo odpowiedzialni. Widzą, że muszą walczyć o miejsce na rynku pracy, dokształcać się. Mają świadomość, jaką odpowiedzialność niesie urodzenie dziecka. Nie chcą, żeby ich dzieci były zaniedbane, czy nieszczęśliwe. Podejmują decyzję o dziecku, dopiero gdy wiedzą, że w perspektywie 20 lat dadzą sobie radę w życiu.

– Poza tym, lepiej jest nie mieć dzieci, niż rodzić dzieci niechciane. Serwisy regularnie podają informacje, że gdzieś zatłuczono na śmierć dziecko, wyrzucono na śmietnik noworodka, utopiono. O takich rodzicach można mówić, że są nieodpowiedzialni – dodaje Anna Giza.

Prawo decydowania o własnym życiu

W Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych bezdzietność z wyboru – „no kidding” – nie budzi tylu negatywnych emocji. Pierwsze stowarzyszenie osób, które świadomie zrezygnowały z posiadania dzieci powstało na początku lat 80-tych w Vancouver.

Bogumiła Borowska, psycholog z Gabinetu Psychoterapii i Mediacji „Dialog” w Warszawie widzi kilka przyczyn braku w Polsce akceptacji bezdzietności. Jedną z nich jest wspomniany już stereotyp, że związki bezdzietne nie mogą być szczęśliwe, chociaż dziecko nie jest żadną gwarancją udanego małżeństwa. Poza tym otoczenie namawiając na dziecko, chce realizować swoje potrzeby – bycia babcią, dziadkiem, ciocią. Bywa też, że zazdroszczą odwagi, na zasadzie: oni mogą rozwijać się, podróżować, kiedy ja wychowywałam dzieci i do głowy mi nie przyszło, że mogłabym zdecydować inaczej. Trzeba stawić temu czoła.

Ania i Marek nie zgadzają się na ujawnienie nazwisk, bo nie chcą, żeby ich rodzice dowiedzieli się o tym z mediów. Jeszcze nie umieją im powiedzieć. Babcie wciąż dopytują o wnuków. Szczególnie rodzina Ani. Marek ma siostrzeńców i bratanicę. Jedyna siostra Ani nie może mieć dzieci, więc jej rodzice czekają na wnuki.

– Ostatnie święta Bożego Narodzenia były udręką. Wiedziałam, że nie obędzie się bez pytań: „Kiedy będą wnuki?”. Ale to, co przeżyliśmy, było nie do zniesienia. Moja mama o niczym innym nie mówiła, tylko o dziecku, które nam się urodzi i dlaczego jeszcze się na nie nie zdecydowaliśmy. Nie potrafię jej powiedzieć, że prawdopodobnie nigdy nie będzie babcią. Wiem, że to będzie dla niej ogromny cios. Nie wiem, czy umiałby mnie zrozumieć i wybaczyć. Mówię „wybaczyć”, chociaż nie czuję, że robię coś złego – mówi Ania.

Nawet przyjaciółka Ani przekonuje, że instynkt pojawia się, kiedy maleństwo przychodzi na świat. Powtarza, że kiedyś będą żałowali, ale wtedy będzie za późno, na starość zostaną sami. Ania i Marek czują, że nawet najbliżsi nie szanują ich decyzji.

– Warto jasno powiedzieć: „Nie chcemy mieć dzieci, tak postanowiliśmy”. W innym wypadku bliscy będą dopytywać i snuć domysły: „Może oni nie mogą, może trzeba im pomóc”, a to może być męczące. Nasze decyzje zawsze będą komentowane przez otoczenie, czy to będzie zmiana zawodu, czy mieszkania, ale to nie jest powód, żeby robić coś, do czego nie mamy przekonania – mówi Bogumiła Borowska.

Ania i Marek zostawiają margines na zmianę decyzji. Może kiedyś stwierdzą, że w ich życiu jest miejsce na jeszcze jedną osobę.

– Nie walczę o świat bez dzieci, ale o prawo decydowania o swoim życiu – dodaje Ania.

autor: Maja Stasińska