Święta będą dla polskich emigrantów smutne. Tani funt, masowe zwolnienia i coraz droższe życie sprawiły, że rodacy nie wrócą na Gwiazdkę do kraju – pisze dziennik „Polska”

Według danych polskiego konsulatu w Londynie na Wyspach mieszka 800 tys. Polaków. Co piąty polski emigrant nie wróci do kraju w grudniu.

Jeszcze rok temu emigranci byli w stanie zapłacić każdą cenę za spędzenie świąt w ojczyźnie. Dlatego bilety lotnicze, mimo że kosztowały prawie 2 tys. zł, sprzedały się już we wrześniu. W tym roku przeloty podrożały średnio o 20 proc. i chętnych jest niewielu. Chociaż mamy już połowę grudnia, bilety wciąż są dostępne.

– Kryzys gospodarczy w Wielkiej Brytanii dotknął m.in. linie lotnicze. Dlatego została ograniczona liczba połączeń z Wyspami, a te linie, które zostały, podwyższyły ceny nawet o 50 proc. – mówi Michał Macierzyński, analityk finansowy portalu Bankier.pl. – Nic dziwnego, że emigranci nie wrócą na święta do domu. Funt jest najsłabszy w historii, więc na bardzo drogie bilety lotnicze rzadko kto może sobie pozwolić.

Dariusz Adler, konsul RP w Londynie, przyznaje, że kryzys w Wielkiej Brytanii jest bardzo odczuwalny w budżecie polskich rodzin. – Polacy niechętnie decydują się na drogie bilety lotnicze, ale dostajemy także sygnały od firm autobusowych, że w tym roku na świąteczny powrót do domu jest dwa razy mniej chętnych niż rok temu – dodaje konsul.

Bilet autobusowy do Polski oferowany przez Orbis rok temu kosztował 600 zł, w tym roku – prawie 800 zł.

Święta w Londynie spędzi m.in. Karolina Walicka z Łodzi. Będzie to jej pierwsza Wigilia poza domem. – Co roku na Boże Narodzenie przylatywałam do Polski. Jednak w tym roku mnie na to po prostu nie stać. Za bilet do Polski musiałabym zapłacić prawie 3 tys. zł. To bardzo dużo. Tym bardziej że zarabiam tyle samo co rok temu, a życie na Wyspach podrożało. Wydaję prawie dwa razy więcej na codzienne potrzeby – przyznaje łodzianka.

– Jednak nie chodzi mi tylko o pieniądze. Pracuję jako kelnerka w restauracji. Ostatnio szef zwolnił sześć osób. Obawiałam się, że jeśli polecę na święta do domu, to będę następna na liście do wyrzucenia z pracy. Dlatego Boże Narodzenie spędzę w Wielkiej Brytanii. Nie mam tutaj żadnej rodziny, więc przez dwa świąteczne dni będę pracować.

Chociaż emigrantów nie stać na podróż do ojczyzny, to na ich świątecznych stołach w Anglii nie powinno zabraknąć polskich przysmaków. A wszystko dzięki mamom i babciom, które zapakowały do paczek opłatki, pierogi z grzybami i świąteczne ciasta.

Polskie rodziny wysyłają tak dużo paczek, że nie wszystkie zdążą dotrzeć do adresatów przed świętami. Poczta Polska zamieściła w tej sprawie komunikat na swojej stronie internetowej. Na czas dotrą na pewno przesyłki ekonomiczne nadane do 25 listopada oraz priorytetowe nadane do 10 grudnia. Na wszystkie inne poczta brytyjska nie daje gwarancji dostarczenia.

By dokładnie skontrolować to, co na święta wysyłamy do Anglii, w grudniu polskie i brytyjskie izby celne zwiększyły zatrudnienie. – Przed świętami zwiększyliśmy liczbę kontroli i zatrudniliśmy dodatkowe osoby. Każdego dnia celnik kontroluje blisko 150 paczek. Na jednej zmianie pracuje po kilkanaście osób – informuje Piotr Tałałaj, rzecznik prasowy Izby Celnej w Warszawie.

– Jedzenie, które według przepisów nie powinno się znaleźć w paczce, trafia do kosza. Wyrzucamy je, bo zazwyczaj jego pochodzenie jest niejasne. Z zasuszonymi rybami albo mięsem nic innego nie da się zrobić.

Warto pamiętać, że w paczce nie powinno się znaleźć jedzenie inne niż zapakowane próżniowo. Za niewiedzę zapłacić możemy tysiąc złotych kary.

W świątecznej paczce do Wielkiej Brytanii można wysłać nie więcej niż:

200 papierosów,
400 cygaretek,
200 cygar,
3 kg tytoniu,
110 litrów piwa,
90 litrów wina,
20 litrów wzmocnionego, wina (porto lub sherry),
10 litrów spirytusu.

Jeżeli w paczkach znajduje się więcej, niż przewidują przepisy, towary zostaną zarekwirowane. Nadawcy grozi za to wyrok nawet do siedmiu lat pozbawienia wolności. W paczce możemy wysłać każdy rodzaj jedzenia. Jedyny warunek – musi znajdować się w próżniowym opakowaniu.

źródło: Polska