Niemal codziennie pogranicznicy z Calais i Dunkierki zatrzymują polskiego kierowcę TIRa podejrzewanego o przemycanie ludzi w naczepie ciężarówki. Jak informuje Radio ZET, nasi kierowcy coraz częściej padają ofiarą emigrantów chcących przedostać się do Wielkiej Brytanii.
Uchodźcy, najczęściej z krajów trzeciego świata, podczas postoju ciężarówki wchodzą na jej naczepę. Potem chowają się między przewożonym towarem licząc, że nie zostaną zauważeni ani przez kierowcę, ani przez służby graniczne. Zatrzymanie przez policję lub służby graniczne oznacza wielkie kłopoty dla kierowcy. Musi on wtedy udowodnić, że nie wziął pieniędzy za przewiezienie ludzi. W skrajnym wypadku może nawet trafić do aresztu – podaje Radio ZET.

Polski konsulat w Lille we Francji, któremu podlega rejon Calais i Dunkierki, wyratował już z opresji niejednego rodaka. – Trzy tygodnie temu pomagaliśmy kierowcy , który został ugodzony nożem. To była zemsta emigrantów za to, że wyrzucił ich z ciężarówki – powiedział Radiu ZET wicekonsul Pia Libicka.

Polski konsulat apeluje by kierowcy lepiej się zabezpieczali. Powinni notować sobie każde miejsce postoju i tankowania paliwa, co może być pomocne w przypadku przesłuchania przez policję. Zaleca się także, by plomby na naczepach miały logo firmy transportowej. Zdarza się jednak, że emigranci potrafią po wejściu do środka założyć własną plombę. Wtedy nie widać śladów włamania, co znacznie pogarsza pozycję kierowcy w przypadku zatrzymania.

By utrudnić emigrantom wejście do naczepy kierowcy mogą ją zamykać na kłódkę – tak jak robią to przewoźnicy z Czech czy Węgier. Jak jednak podaje Radio ZET, polscy kierowcy mówią, że nie zawsze mogą się uchronić przed tego typu przypadkami. Emigranci chcąc się dostać na druga stronę kanału La Manche potrafią się nawet schować w dużej owiewce na szoferce ciężarówki albo dostać się do naczepy po przecięciu plandeki na dachu.

źrodło:Radio ZET