Mira żyła jedynie 10 dni. Choć urodziła się jako zdrowe dziecko, zabił ją wirus opryszczki. Przekazała go dziecku jego własna matka… pocałunkiem.

Osłabiony porodem organizm 32-letniej Charlotte Raveney nie obronił się przed pospolitym wirusem. Gdy na jej wardze pojawiła się charakterystyczna rana, spytała położną, czy to groźne dla dziecka. Ta ją zapewniła, że nie.

„Położna powiedziała mi, że opryszczka pojawiła się, bo byłam zmęczona porodem i niewyspana” – tłumaczyła gazecie pani Raveney. Jak twierdzi, nigdy wcześniej nie miała opryszczki.

Mieszkankę hrabstwa Kent ze szpitala wypuszczono w cztery dni po porodzie. Po czterech następnych wróciła, bo jej nowo narodzone dziecko miało wysoką gorączkę. Niestety, lekarzom nie udało się maleństwa uratować.

Lekarze odkryli, że dziecko zmarło na opryszczkę, bo jej organizm nie był w stanie obronić się przed chorobą, która ją i jej mamę dotknęła po raz pierwszy. „Gdybym już kiedyś miała opryszczkę, mój organizm wykształciłby przeciwciała, a te przez łożysko trafiłyby do dziecka. Mira by żyła” – tłumaczy Charlotte Raveney.

źródło: dziennik.pl