Nagie piersiW dwudziestym pierwszym wieku można zrobić wszystko – przeprowadzić wirtualną operację plastyczną, zebrać w Sieci pieniądze na powiększenie biustu, a nawet zapewnić sobie lepsze orgazmy.

Czy istnieje kobieta w pełni zadowolona ze swojego wyglądu? Jeśli nawet – prawdopodobnie żyje w amazońskiej dżungli i nie ma pojęcia, jak prezentuje się Angelina Jolie czy JLo, w dodatku zaledwie miesiąc po porodzie. A wiadomo – czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Na szczęście żyjemy w erze operacji plastycznych i najbardziej zdesperowane w dążeniu do ideału kobiety mają realną szansę na spełnienie swoich marzeń. Ale…, no właśnie, zawsze jest jakieś „ale”.

Po pierwsze – operacja plastyczna kosztuje – ciągle niemało. Kilka tysięcy złotych za nowy nos czy szczuplejsze biodra to pestka dla gwiazd z okładek kobiecych magazynów, ale poważny wydatek dla zarabiającej średnią krajową Polki. Po drugie – jeśli już wielbicielka piękna zdecyduje, że pieniądze nie grają roli, chciałaby wiedzieć czy podejmuje dobrą decyzję. Na szczęście nie musi już czekać do zdjęcia bandaży. Z pomocą przyjdzie jej – jak zwykle – internet.

Nagie piersiLifting, botoks i nasza-klasa

Na stronie liftmagic.com każda internautka może w kilka minut przekonać się, jak jej twarz będzie wyglądała po operacji plastycznej. Na początek wirtualnej. Wystarczy załadować do serwisu swoje zdjęcie i zaznaczyć, które elementy przydałoby się poprawić. Zabiegów do wyboru jest w sumie 14. Między innymi można skorygować łuk brwiowy, „wstrzyknąć” sobie botoks, powiększyć usta czy zmniejszyć nos. Najpopularniejsze jest wirtualne odchudzanie i wygładzanie zmarszczek. Operacja jest szybka i bezbolesna. Po wybraniu zabiegów wystarczy kliknąć opcję pokaż, żeby na ekranie pojawiło się zdjęcie „po”. Jak zapewniają twórcy strony – skierowanej przede wszystkim do klientów gabinetów chirurgii kosmetycznej – efekty widoczne na ekranie są bardzo bliskie rzeczywistym. Prawdopodobnie dlatego z witryny korzysta co miesiąc prawie 30 tysięcy użytkowników. Wśród nich – 85 procent kobiet. Istnieje też inne wytłumaczenie tak dużej popularności serwisu. Odmłodzone i odchudzone zdjęcia kobiety masowo wykorzystują do prezentacji swojej osoby w serwisach społecznościowych, takich jak facebook czy nasza-klasa. Bo która prawdziwa kobieta nie chciałaby pochwalić się koleżankom z liceum, że wygląda młodziej niż tuż przed maturą? Albo, że zamiast licealnych dwóch piegów ma

piękny, duży biust!

Nieoceniona Sieć przychodzi z pomocą nie tylko tym kobietom, które chcą poprawić urodę jedynie wirtualnie. Brytyjka Karen Fielding – właścicielka niewielkich piersi w rozmiarze 34B – zawsze marzyła o dużym biuście. Niestety – kwota 2.500 funtów, której chirurg plastyk zażądał za operację była dla 23-letniej przedszkolanki nie do przeskoczenia. Pomysłowa Karen zarejestrowała się w serwisie www.myfreeimplants.com styczniu. W maju miała już wystarczającą ilość funduszy, żeby poddać się operacji. Idea serwisu jest prosta. Kobiety, które chciałyby coś zmienić w swoim wyglądzie publikują na stronie swoje zdjęcia, a mężczyźni wpłacają na ich konto datki na ten cel. O dziwo – o ile publikacja zdjęcia przed operacją jest obowiązkowa, o tyle nikt nie wymaga od hojnie obdarowanych upiększonych kobiet publikacji fotografii „po”. Najwyraźniej jednak szarmanckim ofiarodawcom wystarcza świadomość spełnienia dobrego uczynku, bo zebranie 2.500 funtów zajęło zaledwie cztery miesiące. Z 34DD – bo takim właśnie rozmiarem biustu od paru miesięcy szczyci się Karen – cieszy się za to jej mąż, który był pomysłodawcą całego przedsięwzięcia. Partner innej Brytyjki – Caroline Cushworth – też nie narzeka na efekty niecodziennej operacji, której właśnie się poddała. Dzięki niej Caroline ma gwarantowany…

Wybory miss najladniejszych piersi… orgazm przy każdym stosunku

Za jedyne 800 funtów w londyńskiej klinice UK Laser Vaginal Rejuvenation Centre można – przez wstrzyknięcie kolagenu dokładnie w punkt G – powiększyć go do rozmiaru dziesięciopensówki. Nic dziwnego, że stymulacja „punktu rozkoszy” – jak już w 1950 rok określił tajemniczy punkt nazwany później od jego inicjału Dr Ernest Grafenberg – dostarcza niewyobrażalnych wrażeń. Nic tez dziwnego, że o wiele łatwiej go znaleźć (moneta dziesięciopensowa ma średnicę prawie 2,5 cm). Profesor P. K.W. Dartey jest jedynym ginekologiem w Wielkiej Brytanii, który posiada uprawnienia do przeprowadzenia zabiegu. Caroline była pierwszą kobietą, która mu się poddała. Podobno jest tak zadowolona z rezultatów, że już zapisała się na „poprawkę” za cztery miesiące. Tu właśnie tkwi haczyk. Zabieg powiększenia punktu G nie jest drogi (bo cóż znaczy 800 funtów w obliczu niekończących się orgazmów), ale efekt utrzymuje się zaledwie kilka miesięcy. Nie od dziś wiadomo, że od botoksu można się uzależnić. Czy można również uzależnić się od kolagenu wstrzykiwanego do punktu G? Odpowiedź na to pytanie nietrudno przewidzieć. Być może niedługo w serwisie MyFreeImplants będzie można zbierać pieniądze nie tylko na powiększanie piersi…

źródło: londyn.gazeta.pl