9-letni Toby Taylor z Hamerton w hrabstwie Cambridgeshire znalazł w przydomowym ogródku geparda. Prawie 2-metrowy drapieżnik wyłonił się zza krzaka, kiedy dziecko bawiło się na rowerze. Chłopiec natychmiast pobiegł do domu, krzycząc „Mamo, w ogródku jest gepard i właśnie je mój rower!”.

Matka chłopca nie uwierzyła mu. „Najpierw krzyknęłam na niego, żeby nie trzaskał drzwiami, a potem, kiedy powiedział mi o gepardzie, byłam zła, bo myślałam, że robi sobie ze mnie żarty” – opowiada Jules Taylor.

Dopiero kiedy zdała sobie sprawę z tego, że jej syn był kompletnie blady i roztrzęsiony, spojrzała przez kuchenne okno. Wtedy dotarło do niej, że dziecko nie kłamie.

„Byłem przerażony. On był ogromny, siedział tam i patrzył na mnie. Myślałem, że mnie zaatakuje. Rzuciłem rower i biegłem do domu tak szybko, jak potrafiłem. Potem zobaczyłem, że gepard rozerwał pazurami opony mojego roweru i odgryzł kawałek siodełka” – opowiada Toby.

Kobieta zaalarmowała policję. Okazało się, że zwierzę uciekło z zoo, które znajduje się niedaleko ich domu, ponieważ system kontroli ogrodzenia był niesprawny. Gepard został schwytany i przetransportowany do ogrodu zoologicznego. Nikt nie został ranny.

Opiekunowie zwierzęcia stwierdzili też, że nie stwarzało ono większego zagrożenia, jako że trzyletni drapieżnik urodził się w niewoli i był wychowany przez ludzi, do których jest przyzwyczajony.

„Zachowałby się tak, jak każdy domowy zwierzak. Albo by się chciał przywitać, albo wycofać i zejść z drogi” – twierdzili opiekunowie.

„Skąd miałam wiedzieć, że był wychowany przez ludzi? Widok był przerażający. Przecież nikt nie spodziewa się geparda w swoim ogródku” – ripostuje matka chłopca.

źródło: goniec.com