3
September , 2010
Friday

NaszeWyspy.co.uk

Polacy w Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii

Wrzesień, 2008

Nietypowy zarobek w Wielkiej Brytanii

Na Wyspach zapłacą ci za klaskanie, rzucanie palenia, a nawet za naukę języka angielskiego. Najwięcej dostaną jednak ci, którzy na miesiąc staną się królikami doświadczalnymi i będą testować na sobie nowe leki.

Znudziła cię już praca od poniedziałku do piątku między 8 a 16.30? Nawet jeśli tak, nie oznacza to, że grozi ci bezrobocie. W Wielkiej Brytanii można całkiem nieźle zarobić, uczestnicząc w różnych akcjach i programach organizowanych przez instytucje, firmy, a nawet policję i organizacje rządowe. Trwają one od kilku godzin do nawet kilku miesięcy. Szansę na dodatkowe zajęcie ma każdy, niezależnie od wieku. Niektóre oferty adresowane są bowiem już do uczniów starszych klas gimnazjów, inne nawet do osób po sześćdziesiątce.

Policjant zafunduje Big Maca

Brytyjskie instytucje prześcigają się w oryginalnych propozycjach skierowanych do mieszkańców Wysp. Ostatnio szkocki resort zdrowia postanowił pomóc mieszkańcom regionu Dundee w rzuceniu palenia papierosów. Przez trzy miesiące każdy, kto weźmie udział w specjalnym programie, dostanie pieniądze za to, że zdecydował się zerwać z nałogiem. Chętni będą otrzymywać 12,5 funta (ponad 50 zł) tygodniowo, o ile testy wykażą, że przez ten czas ani razu nie sięgnęli po papierosa. Pieniądze dla walczących z uzależnieniem od tytoniu wpłacane będą na specjalną elektroniczną kartę. Nie mogą jednak być przeznaczone na zakup alkoholu ani, co oczywiste, papierosów. To nie jedyny „dochodowy” program skierowany do określonej grupy mieszkańców Wielkiej Brytanii. Londyńska uruchomiła właśnie akcję Pozytywny Obywatel (The Positive Citizen) dla nastolatków. Program ma pomóc w przełamywaniu barier między stróżami prawa a młodzieżą. W akcji może wziąć udział każdy nastolatek w wieku od 12 do 17 lat mieszkający w południowym Londynie, który zgodzi się podpisać tzw. „kontrakt o dobrym zachowaniu”. Po podpisaniu umowy otrzymuje on specjalną kartę ze zdjęciem upoważniającą do zniżkowych zakupów. Młodzi, którzy obiecają, że nie będą sprawiać problemów, dostaną od policji rabaty na hamburgery, chipsy, pizzę, a także na gry komputerowe, modne ubrania i bilety do kina. W momencie jednak, gdy młodociany złamie warunki umowy, np. zaczepiając przechodniów na ulicy czy przeklinając w miejscu publicznym, z miejsca straci kartę. Szczegóły akcji znaleźć można na stronie internetowej www.met.police.uk .

Klaskacze i testerzy na topie

Okazuje się, że w Anglii dodatkowe pieniądze można sobie nawet wyklaskać. Największe stacje telewizyjne, takie jak BBC i ITV, szukają statystów do swoich produkcji rozrywkowych. Od kandydatów nie wymaga się żadnych szczególnych umiejętności. Warunkiem jest wiek – publiczność powinna mieć powyżej 16 lat. Statyści mają za zadanie klaskać, śmiać się bądź gwizdać w programach rozrywkowych, czyli głównie w teleturniejach lub talk-showach. „Klaskacze” powinni zarezerwować sobie co najmniej kilka godzin, a czasem nawet cały dzień na nagrania w studiu. Zarobki osób pracujących jako tzw. tło w tego typu programach wynoszą minimum 50 funtów (203 zł) za dzień. Gaże mogą być nieco wyższe zależnie od rodzaju programu, zadań publiczności i pory nagrań. Najlepsze pieniądze można jednak zarobić, uczestnicząc jako wolontariusz w testach klinicznych przeprowadzanych przez szpitale w całej Wielkiej Brytanii. Sama Anglia wydaje każdego roku na różnego rodzaju badania 3,5 miliarda funtów, dlatego ogłoszenia o naborze do tego typu testów znaleźć można w mediach praktycznie codziennie. Jedna z lepszych klinik w szkockim Edynburgu, Charles River Clinical Services, szuka obecnie kobiet w wieku od 45 do 65 lat na 23-dniowy okres badań związanych z nowymi lekami. Wszystkie tego typu testy są bezpieczne i zatwierdzone przez ministerstwo zdrowia. Wynagrodzenie proponowane przez klinikę wynosi 2,2 tys. funtów (ok. 9 tys. zł) za 23 dni. Koszty zakwaterowania i wyżywienia również pokrywa Charles River Clinical Services. Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej www.trial-it.com .

Wyszkolą i jeszcze zapłacą

Stwierdzenie, że wiedza zawsze jest w cenie, nabiera zupełnie nowego znaczenia w przypadku szkoleń organizowanych przez niektóre placówki w Londynie. Firma szkoleniowa Creative Minds ze stolicy Anglii organizuje np. kursy, które ułatwiają znalezienie pracy w Wielkiej Brytanii. Trening jest bezpłatny, a dzięki rządowym dotacjom osoby biorące w nim udział otrzymują „wypłaty” – 5,52 funta (22 zł) za godzinę, czyli najniższą angielską stawkę. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się takie certyfikaty, jak National Literacy Test, czyli dokument potwierdzający znajomość języka angielskiego i Customer Service National Vocational Qualification z zakresu obsługi klienta. Program trwa 12 tygodni, po których uczestnik otrzymuje certyfikat. By wziąć udział w kursie trzeba mieć skończone 19 lat, być obywatelem kraju Unii Europejskiej i posiadać National Insurance Number, czyli angielski numer ubezpieczenia społecznego. Okazuje się, że zainteresowanie inkubacyjnymi kursami wśród Polaków mieszkających w Londynie jest bardzo duże. – Nie ma się temu co dziwić, bo z angielskim certyfikatem znacznie łatwiej jest obcokrajowcom znaleźć dobrą pracę na Wyspach – mówi Karolina Pilarska z firmy Creative Minds. – Na pewno motywujące jest to, że ucząc się i zdobywając dodatkowe kwalifikacje, można jeszcze zarobić – dodaje. Kursy trwają średnio ok. trzech miesięcy. Do wyboru są zajęcia w tygodniu (3 razy po 2-3 godziny) lub w weekendy. Swoje CV można wysłać na adres e-mail: sam.taylor@creativeminds.net .

źródło: Praca i życie za granicą

Warto przeczytać

Jak to się robi na Wyspach?

Brytyjskie dzieci wiedzą wszystko o seksie na długo przed swoim pierwszym pocałunkiem. Tymczasem Wielka Brytania przoduje w europejskich statystykach dotyczących liczby nastoletnich ciąż i aborcji. Wyjątek potwierdzający regułę, czy błąd w założeniu?

Jak zapobiegać niechcianym ciążom, chorobom przenoszonym droga płciową i aborcjom? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Edukować, edukować i jeszcze raz edukować. W Wielkiej Brytanii dzieci zaczynają poznawanie tajników ludzkiej seksualności bardzo wcześnie. Właśnie wchodzi w życie rządowy projekt, który zakłada, że już czterolatki na lekcjach wychowania seksualnego będą uczyć się nazw intymnych części ciała oraz dowiedzą się o różnych rodzajach związków partnerskich, mieszanych i homoseksualnych. Według ekspertów, stopniowe wprowadzanie dzieci w świat seksu pozwoli uchronić je przed zbyt szybkim próbowaniem owocu zakazanego, gdy zaczną dorastać. Czyżby?

Zakazany owoc?

Na Wyspach owoc właściwie nie jest zakazany. Dzieciom, które chcą rozpocząć życie seksualne oferowana jest wszelka pomoc. Dyskretna i fachowa. W wieku 11 lat w szkole uczniowie uczą się, jak zakładać prezerwatywę. W ponad tysiącu brytyjskich szkół średnich działają przychodnie nazywane „ clinics”, w których nastolatki mogą otrzymać nie tylko darmową poradę na temat antykoncepcji, ale również testy ciążowe i środki antykoncepcyjne, wśród których największą popularnością cieszy się pigułka „dzień po”. Taką samą pigułkę nastolatki mogą otrzymać za darmo w każdej aptece. Wystarczy, że machną farmaceucie przed nosem pomarańczową kartą, którą dostały w szkole. Karta ma oszczędzić dziewczynkom zażenowania podczas proszenia o pigułkę. Od czerwca tego roku tabletki antykoncepcyjne, do tej pory dostępne tylko na receptę, można zamówić w Internecie. Wszystko odbywa się oczywiście – z troski o wrażliwą psychikę nastolatków – bez powiadamiania rodziców. W 2004 roku głośno było na Wyspach o przypadku 14-letniej Melissy Smith, która wykonała zabieg przerwania ciąży, zachęcona do tego przez 28-letnią pracownicę przychodni. Lekarz nie powiadomił rodziców dziewczynki, bo zabraniało mu tego prawo o ochronie tajemnicy pacjentów. Matka Melissy wszczęła kampanię, której celem miała być zmiana ustawy i dopuszczenie rodziców do medycznej historii ich nieletnich dzieci. W 2006 roku Sąd Najwyższy ostatecznie orzekł, że lekarze nie mają prawa powiadamiać rodziców, że ich córka jest w ciąży lub planuje aborcję.

Życie i liczby

138 milionów funtów – tyle wydano na program zapobiegania nastoletnim ciążom. Zrealizowane założenia programu to zwiększenie ilości godzin wychowania seksualnego w szkołach oraz zapewnienie dzieciom lepszego dostępu do darmowej antykoncepcji, czyli rozdawanie w szkołach prezerwatyw.

15 procent – o tyle rząd stworzony przez Partię Pracy zobowiązał się zredukować liczbę ciąż wśród nastolatek, które nie skończyły jeszcze 18 lat.

39 tysięcy – tyle nastolatek zaszło w ciążę w 2006 roku. O 4 tysiące więcej niż 10 lat wcześniej.

1985 – od tego roku lekarze mogą przepisywać środki antykoncepcyjne dziewczynkom poniżej 16 roku życia bez powiadamiania ich rodziców.

13 – od 2002 roku, jeśli dziewczynka, która zgłasza się do kliniki udzielającej porad seksualnych ma mniej niż 13 lat i wiadomo, że uprawia , obsługa powinna powiadomić policję. Przepis ten jest powszechnie ignorowany, z troski o dobro pacjentek.

Problem z głowy

W sezonie ogórkowym brytyjską prasę brukową wypełniają dramatyczne historie o nastolatkach. Takie, jak historia Lucy Lanelly, którą opisuje Daily Mail. Dzisiejsza 18-latka w wieku 16 lat miała już cztery zabiegi przerwania ciąży za sobą. Pierwszą aborcję wykonała, gdy miała zaledwie 12 lat. Nie czuła poczucia winy, może trochę, bo zawiodła swoją mamę. Pamięta tylko wstyd i spojrzenia pełne dezaprobaty, kiedy pielęgniarki w prywatnej klinice dowiedziały się, ile lat ma pacjentka. Lucy nie bała się operacji, cieszyła się, że problem zostanie szybko rozwiązany. Z tego pierwszego razu pamięta ogromne uczucie ulgi. Mogła szybko zapomnieć, że kiedykolwiek była w ciąży i wrócić do szkoły. „Problem” przydarzył się Lucy jeszcze trzy razy, zanim doszła do 16 roku życia. Średnio wychodzi jedna aborcja na rok. O dwie pierwsze zatroszczyła się matka dziewczynki, kolejną zajęła się babcia, a ostatnią Lucy przeprowadziła sama, bez informowania kogokolwiek z rodziny. Mówi, że za każdym razem podjęła właściwą decyzję. Takich nastolatek, jak Lucy jest w Wielkiej Brytanii coraz więcej. Każdego roku ponad 1000 dziewcząt przerywa ciążę, 20 procent z nich nie skończyło jeszcze 14 lat. 82 nastolatki usunęły w 2006 roku trzecią ciążę.

Gdzie jest haczyk?

Wydawałoby się, że przy tak rozwiniętej edukacji seksualnych i łatwym dostępie do wszelkich – w dodatku darmowych – środków antykoncepcyjnych Wielka Brytania nie powinna mieć żadnych problemów z niechcianymi ciążami. A jednak Brytyjki – nie tylko nastolatki – zachodzą w ciążę niemal masowo i masowo się jej pozbywają. W europejskich statystykach aborcyjnych Anglia i Walia zajmują drugie miejsce, zaraz po Francji. Metoda uświadamiania i ułatwiania najwyraźniej się nie sprawdza. Czyżby przyszedł czas na przeorganizowanie brytyjskiego systemu wartości?

źródło: londyn.gazeta.pl

Warto przeczytać

Pół wieku związków polsko-brytyjskich

Lista planów emigranta, który zaczyna nowe życie w Wielkiej Brytanii, jest zazwyczaj długa: podszkolić , zdobyć nowe kwalifikacje, podreperować budżet. Rzadko kiedy wyjeżdża z myślą o znalezieniu życiowego partnera. Tymczasem polsko-brytyjska historia miłosna ma już ponad pół wieku, a emigranci i emigrantki z Polski z powodzeniem od ponad 50 lat zakładają rodziny z Wyspiarzami.

Jak tłumaczy polska psycholog praktykująca w Londynie Katarzyna Wawer-Dziedziak, związek z człowiekiem z innego kraju, to duże wyzwanie. – Często wymaga ono prawdziwego aktu odwagi – stwierdza.

Tej ostatniej Polakom chyba nigdy jednak nie brakowało. Na brak męstwa nie narzekali m.in. polscy żołnierze, którzy przybyli na Wyspy z Armią generała Andersa konstytuując pierwszą falę polskiej emigracji.

Lata 40. – Żołnierskie uczucia

Zaraz po wojnie Polacy trzymali się razem, a polscy żołnierze za żony chcieli tylko Polki. – Ci, którzy byli żonaci ściągali na Wyspy swoje żony, a potem one sprowadzały swoje koleżanki dla znajomych męża, którzy byli kawalerami – opowiada Jan Jankowski, weteran, który przybył do Anglii pod koniec lat 40. – Dochodziło także do ślubów polskich żołnierzy z Irlandkami czy Włoszkami, bo tylko one były wówczas praktykującymi katoliczkami w protestanckiej Anglii – dodaje.

Ślub z obcokrajowcem, choć na obcej ziemi, należał jednak do rzadkości wśród polskiej emigracji. Takim wyjątkiem był m.in. ślub rodziców Maureen Smojkis. Jej ojciec pochodził ze wschodniej Polski. Jak w przypadku wielu polskich weteranów całe życie był zagorzałym patriotą. Po przybyciu do Anglii wybranką jego serca została jednak nie Polka, ale Angielka. Rodziców Maureen nie ma już na świecie, ale ich córka jest przekonana, że ich polsko-brytyjski związek był bardzo udany. – Efektem tej miłości jestem ja i siedmioro mojego rodzeństwa – mówi.

Jak tłumaczą specjaliści z towarzyskiego portalu 2 as 1, trzeba dużo pracować nad udanym związkiem z obcokrajowcem. Tym bardziej że pewnych różnic, jak choćby w gustach kulinarnych, muzycznych czy wreszcie w akcencie nie da się uniknąć. Główną zasadą mieszanych związków powinny być zatem respekt i tolerancja, rozciągające się na dużo większe obszary niż w przypadku ów z tego samego kraju. W związku z cudzoziemcem często trzeba zaakceptować to, że został on wychowany w innej religii i tradycji.

Maria Young, która zdecydowała się na małżeństwo z Brytyjczykiem, tak właśnie musiała postąpić.

Lata 60. – Polski zestaw

Przyjazd Marii do Londynu w latach 60. miał być jedynie krótką wizytą u babci, która przeżyła zesłanie na Syberię, a potem osiedliła się w Wielkiej Brytanii. Los chciał jednak inaczej i Maria została na stałe w Londynie. Od momentu, gdy dzielny Robert Young stanął w jej obronie na przystanku autobusowym, obydwoje nie wyobrażali już sobie życia bez siebie. W początkowej fazie związku Polki z Brytyjczykiem pojawiło się jednak kilka wyzwań.

- Nie dzieliła nas bynajmniej bariera językowa, bo nauczyłam się angielskiego przed wyjazdem, ale różnice kulturowe, przede wszystkim na podłożu religijnym, bo mąż był baptystą, a ja katoliczką – opowiada Maria.

Wybierając miejsce ślubu, Maria i Robert poszli więc na kompromis. Katoliczka i baptysta przysięgli sobie miłość w Kościele anglikańskim. Na szczęście mąż Marii od samego początku był polonofilem zakochanym we wszystkim co polskie, z polską rodziną i znajomymi żony włącznie:

- Od zawsze powtarzał, że biorąc mnie za żonę nie wziął jedynie Polki, ale również wszystko polskie co ze mną związane, tzw. „Polish package”, czyli „polski zestaw”.

O tym, że Robert nie rzucał słów na wiatr poświadczyć mogą liczni Polacy goszczący u państwa Young przez ostanie 40 lat.

- Kiedyś mąż na żarty zwrócił mi uwagę, że na 52 tygodni w roku tylko 13 spędziliśmy sami, nie goszcząc w domu mojej rodziny i znajomych z Polski – wspomina Maria.

Zdaniem męża Marii, Roberta, nie liczy się skąd pochodzi druga połowa, ale to, czy ludzie są dopasowani:

- Obydwoje jesteśmy bardzo kompromisowi, otwarci i mamy to samo poczucie humoru. Dzięki temu żyjemy razem szczęśliwie już od 40 lat – podsumowuje.

Choć dla Marii wyznawanie uczuć w obcym języku nigdy nie było problemem, w wielu przypadkach to właśnie obcy uniemożliwia udany związek z obcokrajowcem. Najlepszym przykładem może być para celebrities: Catherine Deneuve i David Bailey.

Zdaniem mediów, które pod koniec lat 60. opisywały ich sprawę rozwodową, związek francuskiej gwiazdy filmowej i brytyjskiego fotografa zakończył się niepowodzeniem właśnie z powodu bariery językowej. Autor nieautoryzowanej biografii aktorki, Bernard Violet, odkrył, że w czasie 7-letniego związku para prawie nigdy nie miała sobie nic do powiedzenia. 69-letni Brytyjczyk nigdy nie nauczył się francuskiego, a 62-letnia Deneuve zazwyczaj była zbyt zmęczona, by mówić po angielsku.

Lata 80. – Tu rządzi kobieta

Sposób na męża cudzoziemca doskonale opanowała również Halina. Jej małżeństwo z Anglikiem, Glenem Parkes, wydaje się być perfekcyjne. I nic dziwnego, bo na drzwiach domu państwa Parkes wisi tabliczka z angielskim napisem: „W tym domu rządzi kobieta”.

Read the rest of this entry »

Warto przeczytać

Muzułmanin pozywa Tesco. Obrazili uczucia religijne?

30 września 2008 Tagi: , , , , ,

Wyznawca Islamu oskarżył pracodawcę o dyskryminację, bo szef magazynu poprosił go o przeniesienie skrzynek z alkoholem – pisze „Daily Telegraph”.

Mohammed Ahmed pracował w Tesco w Lichfield do września ubiegłego roku. Do jego obowiązków należało między innymi transportowanie różnych produktów na wózku widłowym. Pochodzący z Arabii Saudyjskiej 32-latek zeznał przed sądem, że gdy zaczynał pracę, nie poinformowano go, że wśród produktów przeznaczonych do transportu znajdzie się alkohol. Według mężczyzny, przenoszenie skrzynek z alkoholem kłóci się z zasadami Islamu, których przestrzega na co dzień.

Konflikt ujrzał światło dzienne przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia, kiedy to do sklepu dostarczono większą niż zwykle ilość alkoholu. Ahmed, który przeprowadził się do Derby w 2006 roku, w lutym złożył oficjalną skargę na swojego przełożonego, jednak twierdzi, że w rezultacie dyskryminacja, której doświadczał tylko się pogłębiła. Po ośmiu miesiącach pracy muzułmanin zrezygnował z posady w ramach protestu.

Mężczyzna zeznał przed sądem w Birmingham: „Moja religia nie pozwala mi na zajmowanie się alkoholem. W Wielkiej Brytanii obowiązuje prawo równości, które powinno chronić mnie i moje przekonania”. Według przedstawicieli Tesco pracownik został uświadomiony, kiedy podejmował pracę, że do jego obowiązków będzie należało transportowanie alkoholu. Rzecznik supermarketu twierdzi, że pracodawca w akcie dobrej woli zrobił wszystko, żeby zapewnić muzułmaninowi alternatywne zajęcie.

Rozstrzygająca decyzja sądu zostanie ujawniona w następnym tygodniu.

źródło: londyn.gazeta.pl

Warto przeczytać

Młodzi Brytyjczycy uważają, że imigranci osłabiają ich tożsamość

30 września 2008 Tagi: ,

Dwie trzecie młodych Brytyjczyków jest zdania, że imigracja osłabia ich poczucie narodowej tożsamości – pisze „Daily Mail”

Badanie przeprowadzone na zlecenie Council wykazało, że 60 proc. obywateli Wielkiej Brytanii w wieku od 18 do 35 lat uważa, że fala imigracji wpływa negatywnie na narodową tożsamość mieszkańców kraju. Jedna czwarta jest zdania, że imigranci odbierają Brytyjczykom pracę, a 12 proc., że są zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego.

Z badania wynika również, że zaledwie 7 proc. młodych Brytyjczyków czuje się obywatelami Europy. Jednocześnie ponad połowa respondentów uważa, że przynależność Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej wpłynęła pozytywnie na ochronę praw obywatelskich, a zdaniem 38 proc. badanych – ma dobry wpływ na ekonomię kraju.

W badaniu wzięło udział dwa tysiące młodych ludzi. Jego wyniki zaprezentowano w przeddzień konferencji partii konserwatywnej i zaraz po tym, jak minister spraw wewnętrznych Dominic Grieve powiedział w wywiadzie udzielonym „The Guardian”, że wielokulturowość Wielkiej Brytanii pozostawia po sobie fatalną spuściznę, tworząc wypełnioną ekstremistami niszę.

źródło: londyn.gazeta.pl

Warto przeczytać

Dane Al-Kaidy sprzedane na ebayu przez agenta brytyjskiego wywiadu

30 września 2008 Tagi: , , , , ,

Brytyjski wywiad MI6 prowadzi śledztwo dla ustalenia, w jaki sposób jeden z jego agentów utracił cyfrowy aparat fotograficzny z tajnymi danymi na temat Al-Kaidy – poinformowała we wtorek brytyjska .

Według bulwarowego dziennika „”, agent sprzedał aparat na internetowym portalu aukcyjnym eBay za 17 funtów. W pamięci aparatu znajdowały się nazwiska członków Al-Kaidy, odciski palców i dokumentacja ich studiów, a także zdjęcia rakietowych granatników przeciwpancernych.

Nabywca aparatu odkrył te materiały przypadkowo, podczas manipulowania z własnymi zdjęciami urlopowymi. Aparat odniósł na komisariat policji w hrabstwie Hertfordshire na północ od Londynu.

źródło: londyn.gazeta.pl

Warto przeczytać

Sprawdź, czy pracodawca cię nie oszukuje

Minimalna stawka 5,52 funta za godzinę odchodzi do lamusa. Rząd podnosi od jutra minimum, jakie musi zapłacić pracodawca o 21 pensów. Niby nic, a jednak robi różnicę – informuje Goniec.com.
Od 1 października zaczną obowiązywać nowe stawki krajowej płacy minimalnej (National Minimum Wage – NMW). Stawka wzrasta do 5,73 funta za godzinę dla pracowników w wieku 22 lat lub starszych, do 4,77 funta dla pracowników w wieku 18-21 lat i do 3,53 funta dla pracowników w wieku 16 i 17 lat.

„Krajowa płaca minimalna to niezmiernie ważne prawo wprowadzone przez ten rząd w celu ochrony najgorzej opłacanych pracowników w Zjednoczonym Królestwie przed eksploatacją. Żeby jednak ochrona ta właściwie zadziałała, ważne jest, aby pracownicy rozumieli przysługujące im prawa, a pracodawcy byli świadomi ciążących na nich obowiązków” – mówi minister stanu ds. stosunków pracowniczych Pat McFadden.
Jak szacuje resort McFadena, korzyść z podwyższonych zarobków odniesie około milion pracowników w całym Zjednoczonym Królestwie.

W celu podniesienia świadomości na temat tych podwyżek, departament ds. działalności gospodarczej (Department for Business) rozpoczyna także nową kampanię skierowaną do osób pochodzących z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które mieszkają i pracują w Wielkiej Brytanii.

Kampania ta jest kontynuacją zeszłorocznej akcji, w wyniku której liczba telefonów od pracowników z tej części Europy na poufną infolinię o krajowej płacy minimalnej wzrosła o 400 proc.

Celem kampanii jest poinformowanie pracowników, którzy mogą nie być świadomi przysługujących im praw pracowniczych w Zjednoczonym Królestwie, o tym jaka zapłata przysługuje im za wykonywaną pracę.

Nowa kampania ma zachęcić pracowników do sprawdzenia, czy ich zarobki zostały dostosowane do nowych stawek, tak aby dostawali taką zapłatę, do jakiej mają prawo.

Dla osób, które podejrzewają, że ich pensja jest znacznie niższa niż krajowa płaca minimalna, dostępna jest pomoc. Pracownicy mogą zadzwonić na poufną infolinię pod numer telefonu 0845 6000 678 i tam porozmawiać z doradcą lub zgłosić skargę na pracodawcę. Porady udzielane są w ponad stu językach.

Tylko w zeszłym roku urząd HM Revenue & Customs (urząd ds. podatków i ceł) przeprowadził dochodzenia w ponad 4,1 tys. spraw związanych z krajową płacą minimalną i zabezpieczył prawie 3,9 mln funtów zaległych wynagrodzeń dla ponad 19 tys. pracowników.

żródło:Katarzyna Kopacz – Goniec Polski

Warto przeczytać

Bilety będą coraz droższe

Spadająca liczba podróżnych, a co za tym idzie mniejsza konkurencja oraz wysokie opłaty nawigacyjne sprawiają, że ceny biletów rosną – pisze „Gazeta Prawna”.
Wraz ze spadkiem liczby podróżnych ograniczyły liczbę połączeń z Wielką Brytanią. Na razie linie zapowiedziały, że do Polski będzie uruchomionych zaledwie dziewięć nowych połączeń. W latach ubiegłych o tej samej porze roku informowały o kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu – czytamy w „Gazecie Prawnej”.

Znaczne ograniczenie liczby połączeń do Wielkiej Brytanii spowodowało spadek konkurencji, a tym samym wzrost cen – wyjaśnia Marek Sławatyniec z agencji Aviareps, która reprezentuje m.in. linie Norwegian. Jego zdaniem za bilet lotniczy w jedną stronę do Wielkiej Brytanii czy Irlandii trzeba będzie zapłacić w sezonie zimowym o 20-30% więcej. Jego cena kształtować się będzie średnio w granicy 200 zł. Choć wciąż można trafić na okazje. Z easyJet do Londynu można polecieć już za 90 zł.

Innym ważnym czynnikiem wpływającym na kształtowanie się cen połączeń są tzw. opłaty nawigacyjne.

Zaplanowana na przyszły rok przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej opłata zniechęca do latania. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej chce, by w przyszłym roku opłaty za nawigację terminalową (obsługa samolotów przy lądowaniu czy starcie) w portach regionalnych spadły o 3,6 procenta. W Warszawie stawki miałyby wzrosnąć o ponad 10 procent.

W zeszłym roku opłaty terminalowe w niektórych polskich portach regionalnych wzrosły z poziomu 93 zł do 985 zł. PAŻP argumentował, że podwyżki wynikały z przyjęcia unijnych rozporządzeń, a wyższe opłaty są potrzebne, by finansować inwestycje w infrastrukturę nawigacyjną.

PAŻP odpiera zarzuty: – Stawki są zależne od prognozowanych operacji lotniczych. Spadają więcej tam, gdzie bardziej wzrasta ruch lotniczy – mówi przedstawiciel PAŻP.

żródło: Gazeta Prawna

Warto przeczytać

Anglia Szkocja Walia i Irlandia

Wielka Brytania (United Kingdom), Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland) unitarne państwo wyspiarskie położone w Europie Zachodniej. W skład Wielkiej Brytanii wchodzą: Anglia, Walia i Szkocja położone na wyspie Wielka Brytania, Irlandia Północna leżąca w północnej części wyspy Irlandia. Guernsey, Jersey i Wyspa Man, posiadają odrębny status dependencji Korony brytyjskiej i nie wchodzą w skład Zjednoczonego Królestwa. Terytoriami zależnymi Wielkiej Brytanii są: Akrotiri, Anguilla, Bermudy, Brytyjskie Terytorium Antarktyczne, Brytyjskie Terytorium Oceanu Indyjskiego, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Dhekelia, Kajmany, Falklandy, Georgia Południowa i Sandwich Południowy, Gibraltar, Montserrat, Pitcairn, Św. Helena, Turks i Caicos. Wielka Brytania jest członkiem-założycielem Wspólnoty Narodów zrzeszającej byłe kolonie, dominia i inne posiadłości brytyjskie, wchodzi także w skład G8. Należy do Rady Bezpieczeństwa ONZ, w której posiada prawo veta.

Bodleian Library

Założona w 1602 roku jedna z najstarszych bibliotek europejskich; główna biblioteka Uniwersytetu Oksfordzkiego, której księgozbiór, wraz z wchodzącymi w jej skład bibliotekami, liczy ponad siedem milionów książek, zajmujących biblioteczne półki o łącznej długości 180 km (około 17 000 000 woluminów). Pod względem wielkości księgozbioru Bodleian Library ustępuje jedynie British Library. Biblioteka Bodleian od 1610 otrzymuje egzemplarz każdej książki opublikowanej w Wielkiej Brytanii.

Oxford

Miasto w południowej Anglii, stolica hrabstwa Oxfordshire. Nazwa miasta pochodzi od dwóch słów: ox (wół) i ford (bród); w Oxfordzie – miejscu, gdzie rzeka Cherwell wpada do Tamizy – można było pokonać obie rzeki w bród, najczęściej wozem zaprzęgniętym w woły. Najbardziej znane jako siedziba słynnego Oxford University, założonego w połowie XII wieku, który jest najstarszym uniwersytetem w krajach anglojęzycznych; szkoła początkowo utrzymywała się z myta za korzystanie ze wspomnianego wyżej brodu. Oxford jest popularny wśród Polaków ze względu na mnogość międzynarodowych szkół językowych. Jest również miastem przemysłowym (koncern samochodowy Morris).